Powiat Augustowski -Relikty kultury tradycyjnej…

 

Irena Drowdwiłło-Batura

Relikty kultury tradycyjnej

w świadomości mieszkańców powiatu augustowskiego

w końcu XX wieku: nazewnictwo, duchy, strachy, zwidy, lecznictwo

takie opowiestki nieraz to cuda niewidy, że kto by pomyślał, że tak było! I to jena bez drugie! I to wszystko była prawda! To ten widział, to tamta spisała, to ta znowu dziesik tam tajkiem sie zakradła i podsłuchała… .

Wiktoria Malinowska

Zbieraniem ludowych przekazów ustnych zajęliśmy się wraz z mężem na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku przypadkowo. Interesował nas dawny układ wsi sprzed parcelacji majątków ziemskich i komasacji, kiedy to dużą rolę w życiu lokalnych społeczności pełniły karczmy. Starsi wiekiem informatorzy po długim namyśle przypominali sobie, że słyszeli od rodziców lub dziadków, że karczma była w tym miejscu, gdzie straszyło. Od tego momentu wiedzieliśmy już, jak stawiać pytania. Z reguły rozmówcy tłumaczyli najpierw, że nigdy nic nie straszyło, że to zabobony, przesądy, ludzkie zmyślenia. Po okazaniu przez nas zdziwienia, powołaniu się na przykłady z innych miejscowości, przełamaniu nieufności oraz obawy przed ośmieszeniem, potoczyły się opowieści. Staraliśmy się je spisywać w takiej formie, w jakiej zostały nam przekazane. Zebraliśmy legendy inne niż ogólnie znane i publikowane, opowieści o pochodzeniu nazw topograficznych, o zakopanych skarbach, o miejscach wywołujących niepokój, nawiedzonych domach, zjawach, diabłach, przepowiedniach, sposobach utrzymania lepszego zdrowia i innych niezwykłościach.

Artykuł jest podsumowaniem penetracji terenowych, przeprowadzanych pomiędzy 1994 a 2006 rokiem. Skorzystaliśmy z pamięci 150 osób z większości wsi powiatu augustowskiego. Kilkunastu podzieliło się własnymi przeżyciami. Istotnym uzupełnieniem były zestawienia w postaci maszynopisów i rękopisów nieżyjącego już Wacława Sztukowskiego z Lipska, którego dorobek wart jest naukowego i redakcyjnego opracowania oraz opublikowania. Cenne informacje odnaleźliśmy w spisanych wspomnieniach Stanisława Szymańskiego i Jana Dusyna. Nagraliśmy Wiktorię Malinowską z Augustowa (urodzoną w 1925 roku), dobrze pamiętającą i władającą gwarą, którą posługiwali się w czasach jej dzieciństwa mieszkańcy przedmieść Żarnowa i Biernatek. Inni rozmówcy najczęściej posługiwali się językiem wyuczonym w szkole, kościele, z radia, więc tylko niekiedy wtrącali zwroty gwarowe.

Nie uwzględniliśmy opowieści często publikowanych w książkach regionalnych i prasie, żywych w świadomości mieszkańców 1.

Poszczególne noty składają się z informacji uzyskanych w trakcie wywiadów oraz komentarza autorskiego (oznaczonego zmniejszoną czcionką). Wymieniane przez informatorów nazwy miejscowe pochodzenia lokalnego i gwarowego oznaczone zostały czcionką pochyloną.

I. Opowieści tłumaczące toponomastykę lub mikrotoponomastykę

Bargłów (gm. loco): Bargieł to ptak ? kowalik. Bargłów nazwę dostał od niego, bo w tutejszej puszczy było dużo barci, do których wspinali się po pniach starych drzew bartnicy, podobnie jak te ptaki.

Niewykluczone, że jest to nazwa odimienna od nazwiska pierwszego osadnika.

Barszczowa Góra (gm. Nowinka): Jak król August przejeżdżał, ten, co fundował kościół w Szczebrze, to nadzielał działki dla ludzi. Była tu taka górka Stożek i na tym Stożku un tam sobie upodobał, że sie zatrzyma. Byli już tu osadnicy i któraś pani nagotowała barszczu z buraków i częstowała tym barszczem, i stąd nazwa.

Chodzi tu o Stanisława Augusta Poniatowskiego. Barszczowa Góra to nazwa zapewne patronimiczna od nazwiska Barszcz, Barszczewski.

Bartniki (gm. Lipsk): Uroczysko Paproć u podnóża wysokiej góry, z której wytryska źródło i płynie do rzeki Wołkuszanki, bierze nazwę stąd, że w podmokłych miejscach rosło tu dużo paproci.

Białobrzegi (gm. Augustów): Nazwa jest stąd, że woda płynących tu rzek uderzała o brzegi i powstawała biała piana pokrywająca te brzegi.

Nazwa popularna. Białymi brzegami najczęściej określano brzegi piaszczyste.

Budziski (gm. Sztabin): Koło pola Reńka Wasilewskich na Wądołach były doły na kartofle.

Cisówek (gm. Nowinka): Niedaleko od rzeki Szczeberki jest miejsce zwane Gajdowe Bagienko. Nazwa wzięła się stąd, że żył dawno temu biedak Gajda, który zmuszony był kraść z pól. Ludzie o tym wiedzieli, ale dwóch młodzików umówiło się, by Gajdę przestraszyć. Ten zrozumiał, że jego przykra sytuacja wydała się i ze zmartwienia powiesił się na drzewie, rosnącym na tym bagienku.

Czarniewo (gm. Sztabin): Nad brzegiem Biebrzy wznosi się dziwna Pobojna Góra, w środku zapadnięta, po bokach na szczycie są wały. Opowiada się, że był tam gród, który się zapadł. Inni mówią, że była tu wielka bitwa i dużo trupów na szczycie pozostało. Te trupy przysypano piaskiem i jak ciała rozłożyły się, środek góry zapadł się. Od tego poboju jest nazwa góry.

Dotychczas nie wyjaśniono, czy jest to forma naturalna, starożytna, czy nowożytna. Bitwa w pamięci mieszkańców może dotyczyć epizodów pierwszej wojny światowej, kiedy po linii Biebrzy, pomiędzy końcem lutego a sierpniem 1915 roku, przebiegała linia frontu.

Czerkiesy (gm. Augustów): Miał tu ziemie generał rosyjski, nazywał się Czerkies. To było w pierwszą wojnę i stąd nazwa wioski, którą wydzielono z Lipówki i Rutek.

Nazwa przysiółka jest dużo starsza. Jak podaje Jerzy Wiśniewski, rodzina Czerkiesów miała tu włóki już w XVII wieku 2.

Długie (gm. Sztabin): Jeden pan szukał miejsca na siedzibę i chodził bardzo długo. I kiedy znalazł odpowiednie miejsce, wieś, którą założył, nazwał Długie.

Dulkowszczyzna (gm. Lipsk): Między Dulkowszczyzną a Jacznikami jest grobla, przejście wśród bagien zwane Zielona Pończocha, bo wielu widziało w tym miejscu zieloną pończochę.

Grabowo (gm. Augustów): Jedna góra nazywa się tu Kościółek. Kiedyś stał tu kościół. Dookoła były jakieś wały i było z nich wejście pod ziemię jakieś głębokie. Jeden tu orał i wyorał wielki klucz.

Kościół istniał w XVI i XVII wieku. Wystawił go Job Prayetfuess, budowniczy obu królów Zygmuntów ? Starego i Augusta 3.

Gruszki (gm. Płaska): Opowiadała babka, że nazwa Gruszki wzięła się stąd, że w daw- nych czasach przebywał w puszczy królewskiej osocznik. Kiedyś przyśniło się mu, że spotka go szczęście, tylko musi je odszukać. Odszedł z rana osocznik ze swej budy i wędrował po puszczy. W wieczór zmęczony zasnął pod jakimś drzewem. Zbudził się o świcie i zobaczył, że spał pod wielką dziką gruszą, niedaleko budy bartnika. Z budy wyszła piękna córka bartnika. Osocznik zobaczył ją i zakochał się od pierwszego wejrzenia, i tak pod gruszą znalazł swoje szczęście. Wieś, którą założył, nazwał Gruszkami.

Hruskie (gm. Sztabin): Król, będąc na polowaniu w naszej puszczy, ugrzązł w bagnie ze świtą i zrozpaczony zawołał: ?? ale tu hrusko!? [znaczy grząsko]. Stąd pochodzi nazwa wsi nad bagnistymi łąkami rzeki Jastrzębianki rozłożonej.

Jaminy (gm. Sztabin): Las Ostrzałek ma nazwę od tego, że w każdej wojnie bywał ostrzelany.

Jasionowo koło Lipska (gm. Lipsk): A. Uroczysko Księżno przy szosie grodzieńskiej wzięło nazwę stąd, że przed scaleniem gruntów obszar ten należał do plebana lipskiego, który podzielił go na osiem działek po pół hektara i nadał osadnikom. Że z ręki księdza ta ziemia, to miejsce nazwano Księżno.

B. Wojskowe laski ? las między Hruskim a Jasionowem na północnej stronie szosy nazywa się Laskami Wojskowymi, jest tam coś jakby strzelnica. Niemcy w lipcu 1944 roku okopali się tam i były walki.

Jaziewo (gm. Sztabin): Wieś ma nazwę od dużej ilości ryb ? jazi, w rzece Jaziewiance.

Józefowo nad rzeką Szczeberką (gm. Nowinka): A. Ma nazwę od imienia księcia Poniatowskiego. Jedno z pól nazywa się stąd Poniatowizna [łąki na granicy z Nowym Gatnem].

Wiązanie tych dwóch nazw jest dość przypadkowe. Bez wątpienia nazwa wsi pochodzi od generała Józefa Puzyny ? kolonizatora okolic, dzierżawcy szczeberskiego. Dlatego patronem parafii w Szczebrze był święty Józef. Wieś była jej uposażeniem na mocy przywileju z 24 lipca 1793 roku 4. Być może Poniatowizna, obecnie przysiółek wsi Gatne, ma związek z osobą Stanisława Poniatowskiego, bratanka króla, który był podskarbim litewskim i zajmował się również zarządem naszych terenów. Niewykluczone, że nazwa Poniatowizna może pochodzić od osadnika o tym nazwisku, które jest bardzo popularne w Łomżyńskiem, spotykane także w okolicach Augustowa.

B. Księża Linia ? droga od Szczebry do Józefowa nazywa się od tego, że jeździł nią często ksiądz ze Szczebry na karty do swego przyjaciela.

Józefowo zostało przyznane przez Puzynę proboszczowi szczeberskiemu jako uposażenie, stąd zapewne określenie Księża Linia.

Juryzdyka (gm. Nowinka): Tam mieszkali pracownicy z dworu w Olszance. Nazwa wzięła się od czasów nadawania ziemi pana. Dwóch czy trzech tu było gospodarzy, reszta służba dworska. Pan kawałek ziemi dawał i oni stawiali domki.

Juryzdyka, jurydyka ? z iuris (łac. prawo); historycznie, teren w obrębie miasta królewskiego lub poza jego murami, wyjęty spod władzy i sądownictwa miejskiego, rządzący się własnymi prawami. Tu zapewne w znaczeniu ?miejsce prawnie wydzielone z folwarku dla służby?.

Kopanica (gm. Nowinka): A. Ma nazwę stąd, że ponad 150 lat temu [w połowie XIX wieku] ludzie wykopali łącznik między jeziorami Blizienko i Tobołowo, i nazwali go Kopanką. Od niej poszła nazwa wsi.

Wydaje się, że nazwa Kopanica, podobnie jak nazwa wsi Walne, wywodzi się od zagadkowego wału, ciągnącego się od Monkin przez granice dzisiejszego Walnego do Tobołowa, który na początku XVIII wieku stał się granicą dóbr kamedulskich.

B. Las Sówki ma nazwę od szkodnika sówki-chojnówki, co to po pierwszej wojnie rozlazła się, bo Niemcy po wycince nie zabrali drzewa i był wyląg owadów.

Kopiec (gm. Sztabin): Starzy ludzie mówili, że Chreptowicz, gdy król był ranny w walce, zgiął ?hreb?, czyli grzbiet i król wszedł po nim na konia. Za to w nagrodę dostał tyle ziemi, ile objechał konno w ciągu doby. W czasie tego objeżdżania Chreptowicz zaznaczał te granice kopcami, stąd do tej pory są tu kopce graniczne i od nich nazwa wsi.

Fiodor Chreptowicz, podskarbi litewski, otrzymał Puszczę Krasnybór w 1506 roku od króla Aleksandra Jagiellończyka. Granica dóbr Chreptowiczów biegła między innymi przez dzisiejszy Kopiec 5. Sama wieś, jako osada popielarzy, powstała dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku 6. Na terenie wsi i za nią, pod lasem, zachowało się kilka kopców ziemnych, określających granicę z lasami skarbowymi. Podobną legendę opowiadano nam w Pomianach o Feliksie Bońkowskim, z tym że dobrodziejem miał być car. Legenda ta jest zupełnie fantastyczna, gdyż Bońkowscy przejęli dobra od Rydzewskich, początkowo jako dzierżawcy (około 1818 roku), potem jako właściciele 7.

Kukowo (gm. Bargłów): Mogiłkowa Góra ? wzniesienie nad jeziorem Krzewa Duża ma nazwę od mogiłek wioskowych. Najstarsi ludzie pamiętali, że stały tam drewniane krzyże z datami dziewiętnastowiecznymi.

Kurianka (gm. Lipsk): Góra Mohlicy ma nazwę stąd, że w czasie zarazy dżumy grzebano tam zmarłych.

Lebiedzin (gm. Sztabin): Wieś w dawnych czasach nazywała się Łabędzin. Na rzece Lebiedziance zawsze były te ptaki.

Lipsk (gm. loco): Uroczysko Chlebownik ma nazwę stąd, że kobiety na tym grądzie w czasie powstania styczniowego piekły chleb, po który przychodzili partyzanci z różnych oddziałów.

Lipszczany (gm. Lipsk): Uroczysko Czerwony Ług bierze się stąd, że była tu wielka bitwa między Krzyżakami a Jadźwingami. Polało się w niej tyle krwi, że powstał z niej ług ? jezioro, które po wyschnięciu było czerwone.

Macharce (gm. Płaska): Droga między Macharcami a Frąckami odchodząca od szosy do Strzelcowizny nazywa się Magdzina Droga. Za cara, przed pierwszą wojną, jeździł tędy oficer rosyjski do dziewczyny, mającej na imię Magda i mieszkającej w Strzelcowiźnie.

Netta I (gm. Augustów): Na górze zwanej Kościółek w dawnych wiekach stał kościół. Jeszcze teraz wyorują rolnicy, którzy mają tam pola, kości po cmentarzu i monety. Najstarsi pamiętali krzyż drewniany, który stał na wzgórzu. Dookoła wzniesienia były resztki jakiegoś wału i w jednym miejscu była w nim dziura ? zejście gdzieści pod ziemię.

Kościół istniał już w latach trzydziestych XVI wieku, początkowo jako filia parafii rajgrodzkiej, po 1544 roku bargłowskiej, pw. św. Małgorzaty. Prawdopodobnie został rozebrany w XIX wieku. Jego funkcję odpustową przejęła Studzieniczna 8.

Nowy Lipsk (gm. Lipsk): A. Uroczysko Cygański Łuzak jest od krzyża, co stoi przy drodze na Jastrzębną, lasem do bagna. Tam stały kiedyś tabory Cyganów. Widziałam je jeszcze w latach pięćdziesiątych [XX wieku].

B. Uroczysko Panieński Grób zwane też Dziewiczym Grobem miało nazwę stąd, że jak panna urodziła dziecko, cała ludność prowadziła ją w to miejsce i ona tam tonęła w bagnie. Wtedy taką dziewczynę grzebano na cmentarzu. Inna wersja tej smutnej historii twierdzi, że dziewczynę kamieniowano. Potem, żeby odpędzać strachy, zawieszano obraz na sośnie. Ludzie, idący na odpust do Krasnegoboru, odpoczywali tam i drzewo nazywali Wielką Sosną.

Olszanka (gm. Nowinka): Od Barszczowej Góry pod Olszankę jest Diabelska Góra, już pod folwark należała. Ona była mocno gliniasta i droga przez nią była mocno błotna, więc ludzie jak tam jeździli mówili, że diabeł tam w to błoto wtochlał i ciężko było wyjechać.

Osowy Grąd (gm. Augustów): Jak organizowano Gabowe Grądy i Bór 9, ścinano drzewa i spławiano je rzeką, znaczy Kolniczanką. Później na łące w kierunku na Obuchowiznę w czasie pierwszej wojny pochowano zabitego kozaka. Teraz nazywa się łąkami Na Kozaku.

Płaska (gm. loco): Jezioro Pobojno, dawniej nazywane Pobitno, od wielkiej bitwy, w której padło wiele trupów. To chyba było za Jaćwingów.

Podnowinka (gm. Nowinka): Część wsi ? Chapowo ? ma nazwę stąd, że ziemie na place mieli tu ludzie z Dubowa i z Zielonego, i oni chapali tę ziemię, bo nie mieli gdzie się budować. Nazywano na nich chapowiaki.

Ponizie (gm. Augustów): nazwa pochodzi stąd, że kiedyś polował tu król z orszakiem i wpadł w dziurę. I nie mógł z tej dziury sam wyleźć, i musiał prosić poddanych o pomoc, i poniżył się tą prośbą.

Bardziej przekonujące jest określnie topograficzne, gdyż Ponizie położone jest ponad zatorfioną doliną, a poniżej wioski Góry (obecnie przysiółek Ponizia).

Rzepiski (gm. Augustów): A. Sadzono tu rzepę, stąd nazwa.

B. Pola pod Komaszówką mają nazwę Pieńki. Kiedyś służba z dworu w Kolnicy miała w Rzepiskach działki, a dalej były nieużytki, których nikt nie chciał uprawiać. Wycięto więc olszyny i zarośla, powstało pole i od pozostałych pni poszła nazwa.

Sajenek (m. Augustów): Na Dworczysku miał być duży dwór, który zapadł się pod ziemię. Teraz fale jeziora Sajno wypłukują tu z brzegu dziwne przedmioty.

Serski Las (gm. Płaska): A. Podserski Las dawniej nazywano Siulaki [Jastrzębie]. Jeszcze przed drugą wojną na Siulakach, gdzie teraz las, rosła gryka. Nazwa Siulaki pochodzi od familii Siulewskich.

B. Serski Las ? to powiedali ludzie, że tam był las z wierzby dziuplastej, i tam mieszkali szerszenie, i od tego powstała nazwa Szerszki Las.

Według profesora Wiśniewskiego, początkowo był tu ostęp, nazywany Szerszniów Las. Później używano określenia Serwski Las lub Pole, czyli od jeziora Serwy10.

Skieblewo (gm. Lipsk): A. Mówiono, że nazwa od tego, że jak zakładano wieś to byli tu jacyś robotnicy. Jeden nazywał się Skidel i dał nazwę wsi.

B. Na północ od szosy grodzieńskiej najwyższe wzniesienie nazywa się Zamkową Górą. U jej podnóża są trzy ługi [stawy], obecnie zarośnięte, jakby chroniły dostępu do tej góry. Prawdopodobnie w czasach Jadźwingów stał tam potężny, warowny zamek, otoczony wysokimi murami. Na stokach góry Jadźwingowie ponieśli klęskę od Krzyżaków. Zamek uległ zniszczeniu. Nazwa została.

Sokolne nad Szczeberką (gm. Nowinka): A. Ma nazwę stąd, że polował tu król z sokołami.

B. Żyd miał objawienie Matki Boskiej na dębie. Z tego dębu zrobiono potem krzyż. Niemcy dowiedzieli się o tym, ścięli ten krzyż i chcieli go spławić rzeką, ale wracał. Ludzie uwierzyli, że to Święte Miejsce.

Jest to jedna z kilku wersji legendy, dotyczącej Uroczyska Jałowe nad rzeką Rospudą11.

Strzelcowizna (gm. Płaska): Czerwone Bagno pod Strzelcowizną stąd ma nazwę, że tak zawzięcie powstańcy tam walczyli, że bagno czerwone było od krwi.

Nazwa jest dość popularna na terenie całej Suwalszczyzny i wątpliwe, by miała związek z walkami. Mogą być dwa wytłumaczenia nazwy: odcień gleby, zawierającej rudę darniową albo występowanie żurawin.

Szczeberka (gm. Nowinka): A. Młynisko ? nad Rospudą była zabudowa gajowego ? dom, stodoła, chlew, młyna już nie było, młyn był w Chodorkach.

Informatorka urodziła się w 1910 roku. Jak podaje profesor Wiśniewski, młyn w tym miejscu działał od 1516 roku do połowy XIX wieku12.

B. Sztylowy Grąd ? wyspa niedaleko od Młyniska, naokoło jest bagno. Nazwa od sztylisk [stylisk] do narzędzi, bo dobre drzewo tam było.

Topiłówka (gm. Augustów): A. Ruska Kładka ? oddział leśny 273 ? w czasie okupacji sowieckiej przez łąki i Rospudę około 2 km zrobiona była z żerdzi kładka, szła do Szczebry. Żołnierze [pogranicznicy] chodzili po niej.

B. Żelazny Mostek ? oddział leśny 211 ? od Młyniska w prawo, niedaleko Rospudy. Teraz nie ma tam mostku, był przed wojną, bo był tam wykopany rów.

Wołkusz (gm. Lipsk): Sołojewszczyzna ? dawniej wieś, obecnie część Wołkusza, ma stąd nazwę, że dawno temu nocowała w tutejszym dworze królowa i nie mogła, i nie chciała spać, bo całą noc pięknie śpiewały słowiki. Rano do swojego kanclerza powiedziała: tę okolicę nazwiecie Sołowiewszczyną [rosyjskie sołowiej to ?słowik?], bo tyle tu słowików. Potem uproszczono nazwę.

Istotnie, w Wołkuszu, w nocy z 10 na 11 lipca 1639 roku nocowała królowa Cecylia Renata, żona Władysława IV. Wątpliwe, aby królowa, po sprzeczce z mężem o obsadę marszałka jej dworu, miała ochotę i siły słuchać słowików, które już o tej porze nie śpiewają. Jak pisze Albrycht S. Radziwiłł w Pamiętniku o dziejach w Polsce13 ?… jak tylko odjęto lektykę od uprzęży mułów; coraz cierpiącym głosem [królowa] powiedziała do wojewody: ?jestem chora?. Wchodząc do komnaty pozostawiła ich na progu bez pozdrowienia. Kazała zamknąć drzwi i bez sił, jak najszybciej zaniesiona do łoża, oddała się spoczynkowi?. Nazwa przysiółka oczywiście nie ma związku z tym wydarzeniem. Jest zresztą wcześniejsza. Sądzę, że pochodzi od popularnego nazwiska Sołowiej. Nazwa tej wsi według Piscowej Knigi Ekonomii Grodzieńskiej z 1561 roku właśnie brzmi Sołowieje. Niedaleko, ale w innej ?wołości?, także znajdowała się wieś Sołowieje, która nazwę zachowała do dzisiaj14.

Wrotki (gm. Sztabin): bo z dwóch stron wsi były wrota, przy których stała straż. Były tu lasy niesamowite, banda w nich grasowała i ludzie ginęli, stąd ta nazwa.

Prawdopodobnie nazwa odimienna od popularnego w okolicy nazwiska Wrotek, Wrotko. Interesujące jest jednak to, że rzeczywiście wjazdów do wsi o zabudowie zwartej, jeszcze w XIX stuleciu strzegły drewniane bramy z wrotami15.

Żabickie (gm. Lipsk): Obok wsi znachodzi się duży ług, obecnie zarośnięty. W daw- nych wiekach było to jezioro i mieszkała w nim zaklęta w żabę piękna królewna. W dni wiosenne wypływała jako pół żaba, pół człowiek i ładnie śpiewała. Pewnego razu był tu na polowaniu królewicz i jak ujrzał ją, zdjął z niej czary, zabrał na konia i odjechał. Ludzie słyszeli w tym śpiewie tylko rechot. Teraz każdej wiosny też rozlega się taki rechot. Od tego wzięła nazwę wieś.

Nazwa odimienna od Żabiczów, Żabickich, rodu ludzi służebnych (posłańców) dla dworu w Wołkuszu, osiadłego w tej wsi16.

Żyliny (gm. Płaska): W uroczysku Królowa Woda król August poił w źródełku konie, a obok w uroczysku Okół kazał wykopać w ziemi stół i siedzenie. Ziemię z okopu rzucono do środka, wyrównano ją i siedziano ze spuszczonymi nogami jak przy stole. Jeszcze teraz są tego ślady.

Legenda o Królowej Wodzie publikowana w przewodnikach turystycznych w wersjach z kró- lową Jadwigą (gdy na Litwę jechała) i królem Władysławem Jagiełłą17.

II. Opowieści o wydarzeniach historycznych

Jasionowo (gm. Lipsk): Patrz rozdział I.

Jaziewo (gm. Sztabin): Krótko przed wywozem Janewiczów na Sybir członkowie rodziny zauważyli, że w ich gospodarstwie dzieje się coś dziwnego. Zwierzęta zaczęły zachowywać się nienaturalnie, a duży bury kot rzewnie płakał łzami. Jak to wytłumaczyć? Starsi ludzie twierdzili, że zbliżało się jakieś wielkie nieszczęście i zwierzęta to przeczuwały.

Lipsk (gm. loco) Lipsk w 840 roku nosił nazwę Bobra Chata, gdyż słynął z hodowli bobrów. Pierwszym jego założycielem był kniaź Lechoń. Potem Lipsk nosił jeszcze nazwy Wola Lipsk, Lipsko, Biebrzan.

Mamy do czynienia z człowiekiem oczytanym, mieszającym informacje z poważnych opracowań historycznych (Wola Lipsk 1533, Lipsko) z mętnymi zmyśleniami, nawiązującymi do nazwy rzeki Bobra (Biebrza). Informacje o miejscowości Biebrzan opublikowała między innymi łomżyńska gazeta ?Życie i Praca? w 1931 roku18. Zupełnie fantastyczna jest data, niewystępująca w żadnym źródle historycznym. Jak udowadniają historycy, Lipsk vel Lipsko to nazwa lasu, na którego terenie w momencie zasiedlania powstawały osady, które przyjmowały od niego nazwę, na przykład Lipsk-Hołynka (Chreptowiczów), Lipsk Murowany vel Woiński (Wołłowiczów, potem Wojnów), Lipsk nad Biebrzą ? królewski (pierwsza wzmianka Wola Lipsk 1533), Lipszczany19.

Mołowiste (gm. Płaska): W powstanie [styczniowe] pan Chrapowicki wciągał do tego powstania ludzi. Często Kozaki za nim śledzili. Raz jechali za nim, ale on zdążył wpaść do swojego dworku i wrzucił torbę z dokumentami i kasę do pieca. Piec był wygasły. Kozaki cały dwór splądrowali, podłogi zdarli, ale do pieca nie zajrzeli, tak dokumenty powstańskie uratowali się. Rodzinę pana kozaki zabrali, a jego zamordowali. Inna wersja tej legendy mówi, że pan Chrapowicki uciekł do sklepu [piwnicy]. Pan wrzucił torbę do pieca i pie- niądze. Kiedy go zabrali Kozacy, Żydówka je zgarnęła.

Opowieść w głównych ramach zgodna z wymową źródeł rosyjskich z lat 1863?1864, z Audytoriatu Polowego, przechowanych w Wilnie, a ujawnionych przez Jarosława Szlaszyńskiego w ?Przeglądzie Augustowskim?20. Chodzi o Antoniego Chrapowickiego, dzierżawcę folwarczku Małowiste.

Netta I (gm. Augustów): A. Gdzie szkoła stoi, miejsce nazywało się Gaj. Było tam mokradło i wierzono, że kto w to bagno zdążył uciec przed Tatarami, to się uratował.

Zapewne chodzi o październik 1656 roku.

B. Tu, gdzie jest mieszalnia pasz, niedaleko od szkoły, była przed drugą wojną światową duża góra. Była tam dawno temu twierdza, w której mieszkało plemię wysokich ludzi. Na to plemię napadli Jaćwingowie i pozostało dużo trupów. Te trupy ułożono w wielki kopiec i zasypano ziemią. Jak kopano piasek na budowę szosy, to wykopywano kości bardzo wysokich ludzi, bo te kości były wielkie. Czasem też było ich bardzo dużo. Te roboty prowadzono gdzieś w 1933 roku. Starzy ludzie mówili, że w tej górze czasami dzwoniły dzwony.

Góra w Netcie była utożsamiana przez Aleksandra Połujańskiego, a za nim przez autorów przewodników turystycznych, z krzyżackim zamkiem Mettenburg, wzniesionym w 1392 roku i szybko zniszczonym przez wielkiego księcia Witolda po ugodzie z Jagiełłą. Co do olbrzymów, z prac archeologów wyjaśnia się, że w Netcie znajdował się cmentarz z pochówkami koni21. Być może w opowieści przetworzono gawędy miejscowego nauczyciela.

Olszanka (gm. Nowinka): Powstańcy 1863 roku z Koziego Rynku dowiedzieli się, że ko- zacy gwałcą w dworze Olszance kobiety i wysłali tam patrol. Patrol zajął kozaków i każdemu z nich uciął koniec i rzucił do worka. Kiedy dowódca na Kozim Rynku zapytał, jakie mają dowody zwycięstwa, wysypali przed nim narzędzia gwałtu z worka. Rosjanie bardzo się rozgniewali, że tyle wojska napsuto i wysłano silne wojsko na Kozi Rynek. Nasi bronili się. Lalko, który wtedy dowodził, został ranny i dał rozkaz, żeby uciekać, a sam strzelał. Kozacy pocięli go na kawałki. Pogrzebano go potem na cmentarzu w Kras- nymborze. Rosjanie dużo wtedy zabili partyzantów.

Pomiany (gm. Bargłów): Na granicy ze Źrobkami leży kamień z jakimiś znakami. Mówiono, że szedł tamtędy król z dworem i na tym kamieniu jadł obiad. W czasie jedzenia wydłubywał w tym kamieniu datę.

W 1998 roku kamienia już nie było, został rozbity przez właściciela pola. Odrębny przekaz mówi o niezwykłym kamieniu w sąsiednim przysiółku Rozalin (kierunek na Bargłów).

Rutki Nowe (gm. Augustów): Pod Sucze Bagno pod Reszkami jest stroma Babia Góra. Lisy, kopiąc tam jamy, wykopują kawałki starych cegieł. Legenda mówi, że był tam kościół. Niektórzy w południe słyszeli stamtąd głos dzwonów. Przy tej Babiej Górze rośnie młody las, który nazywa się Okopy. W tych Okopach są wielkie wądoły, nie wiadomo od czego.

Sajenek (m. Augustów): Pola nad rzeką Rudą za służbę dostał rycerz, założył tam rudnię. Rycerz był bezdzietny i kiedy umierał, przekazał majątek Rozmysłowiczowi ? kowalowi i Maciukiewiczowi ? stolarzowi, których zatrudniał. Tak powstała wieś Sajenek.

Rudę w Sajenku pierwszy prowadził Suchocki, który pochodził z drobnej szlachty. Być może widnieje on w opowieści jako rycerz22.

Skieblewo (gm. Lipsk): Babka przepowiadała, że byli tu uniaci i brali śluby pod dębem. Dzieci cichaczem przenoszono w płachtach i chrzczono w Krasnymborze. Bolszewicy jak wyjeżdżali, chcieli zabrać obraz Matki Boskiej Bazylianki, ale nie dali rady podnieść go.

Tradycja prześladowania uniatów przez władze carskie jest ciągle żywa. Ciekawe, że res- pondentom mieszają się Rosjanie z bolszewikami, co świadczy o utożsamianiu tych pojęć.

Szczebra (gm. Nowinka): Kanał Szczeberski to nie był kanał, tylko rów dzielący majątek od wsi. Była tu przysłana sotnia kozaków i oni nie mieli co robić, i pan kazał im ten rów kopać, bo za cara wszystkie granice były okopane rowami. Później, jak robiono meliorację łąk, to wykopywano tafle starych drzew wiązanych łykiem.

Szczebra jest najstarszą miejscowością gm. Nowinka, wzmiankowaną w aktach parafii Janówka już w 1618 roku jako rudnia. Dla jej potrzeb, od zakola rzeki Szczeberki do jej połączenia z Blizną był wykonany kanał zasilający. Obiekt ten ujmuje mapa Józefa Markiewicza z 1782 roku. Stacjonowanie Kozaków raczej związane jest z funkcjonowaniem po 1864 roku majoratu rosyjskiego, wcześniej folwarku rządowego. Niewykluczone, że granica biegła tym rowem (kanałem), możliwe też, że był czyszczony przez Kozaków.

KOMENTARZ OGÓLNY: Zwraca uwagę dość niewielka ilość przekazów, dotyczących faktów historycznych. Najczęściej przytaczają je tylko najstarsi informatorzy. Tradycja zaciera się wobec przeżyć mieszkańców w czasie drugiej wojny światowej (zsyłki syberyjskie, praca dla Niemców, partyzantka), które wyraźnie są ważniejsze od dawniejszych dziejów.

III. Opowieści o skarbach

Z motywów historycznych najpopularniejszymi pozostają opowieści o zakopanym bogactwie. Niektóre odnoszą się do lat wojen światowych, powstań narodowych, wyjątkowo sięgają czasów ?niepamiętnych?.

Jagłowo (gm. Sztabin): Na końcu wsi, na żwirowni, jest wielki kamień. Chowali się przy nim ludzie przed deszczem. Pod tym kamieniem zakopane jest złoto. Dawno temu jechał tędy rycerz, miał w kociołku złoto, chciał je schować i schował pod tym kamieniem. Teraz kamień wpadł w ziemię, a złoto w kociołku jest pod nim.

Jaminy (gm. Sztabin): Na Prusakowiźnie powstańcy zakopali do ziemi złoto. Nikt tego skarbu nie odnalazł.

Kolnica (gm. Augustów): Między Kolnicą a Górami jest wzgórze zwane Borsuki i tam był zakopany skarb. Jaki to skarb? Nie wiadomo! Dla jednego skarb to złoto, dla drugiego jakieś dokumenty, pamiątki wojenne, kto to wie?

Płaska (gm. loco): Przy drodze pomiędzy Paniewem a Perkuciem, na górce nad jeziorem Krzywem wojsko cofając się w pierwszą wojnę zakopało skarb. Była tam wielka bitwa, w której większość żołnierzy wyginęła i nie pozostał żaden świadek zakopania tego skarbu.

Przewięź (gm. Nowinka): Na drodze przed ośrodkiem prokuratury, w dole był zakopany jaszczyk [skrzynka] ze skarbami. Teraz ludzie go szukają.

Reszki (gm. Bargłów): Niedaleko Lipowskiej Drogi była biel. Jeden człowiek zobaczył, że paliły się tam pieniądze. Wrócił ten człowiek do domu i opowiedział o tym synoju, i poszli razem w to miejsce, i zaczęli kopać. Wykopali dzban, w którym coś się w środku klekotało. Coś się wtedy takiego stało, że jałowce zaczęły się giąć, słychać było tętent koni, a oni nie dali rady tego dzbana wyciągnąć i wydostać tego ze środka, bo ten zagłębiał się coraz bardziej w ziemię.

Sajenek (m. Augustów): A. Przy skrzyżowaniu szosy grodzieńskiej z Budową Drogą rósł starodrzew. Zakopano tam skarb niemiecki, sztandar i drogocenne przedmioty.

B. Na Dąbku niedaleko od Sajna pod starym drzewem jest zakopany skarb, czy z dru- giej wojny, czy wcześniej, nie wiadomo.

Siółko (gm. Lipsk): Złoto jest zakopane pod dawnymi pokojami w Lipsku Murowanym. Przez miecz i przez krew tylko go dostaniesz.

Sucha Rzeczka (gm. Płaska): Na uroczysku Krzyżyki, tam gdzie groby powstańców z 1863 roku, był zakopany skarb powstański.

IV. Opowieści o zapadłych kościołach lub zamkach

Mikaszówka (gm. Płaska): Tu, gdzie Ślepe Jeziorko był zamek, ale ludzie z niego byli niedobre i zamek zapadł się, powstało jeziorko.

Promiski (gm. Sztabin), Pieńki (gm. Bargłów): Na Lipowej Górze, co jest za rzeką, był kościół. Dzwony zaczynały bić o dwunastej. Rybak ciągnął tam sieć, to było w niedzielę i on nie poszedł do kościoła, i miał grzech. Zerwał się wiatr. On zobaczył wstęgę na wodzie, zrobiło się zapadlisko, kamienie były w sieci i one porwały się o zatopione dęby. W tym miejscu utopił się ksiądz-wczasowicz i chłop-rolnik z Kolnicy, gdy przenosił worki nawozów sztucznych. Było to dwadzieścia lat temu.

Skieblewo (gm. Lipsk): Patrz rozdział I.

V. Opowieści wyjaśniające zjawiska i zwyczaje, przepowiednie

Augustów (miasto): Gdzieś w 1935 roku w prasie podano wiadomość o zbliżaniu się komety, czy meteoru, która może nawet zagrozić ziemi. Ludzie podłapali to i zaczęły mnożyć się niesamowite spekulacje, a że to już koniec świata i tylko patrzeć, jak słońce będzie wschodzić od zachodu, a zachodzić od wschodu, gwiazdy będą spadać na ziemię, ziemia będzie się trzęsła.

Biernatki (gm. Augustów): Teściowa moja mieszkała w Mazurkach, ale pochodziła z Biernatk i kiedy zatęskniła za swoimi, brała mnie i na skróty biegłyśmy do Biernatk. Kiedy przechodziłyśmy koło jednego pola, na którym rosło drzewko, to pokazywała mi je i mówiła, że rośnie ono nie do góry, tylko w dół i jak całkiem schowa się w ziemię, to będzie koniec świata. Ostatnio [2006 rok] pytałam kuzynów z Biernatk, czy to drzewko jeszcze rośnie i mówili, że tak.

Bohatery Leśne (gm. Lipsk): Starzy ludzie opowiadają, że w czasie zarazy w XVIII wieku ludzie udali się o pomoc do Boga, postawili krzyż, kobiety utkały ręczniki i prze- pasały ten krzyż. Wszyscy modlili się i choroba odeszła. Cud dokonał się 14 września, na Podwyższenie Krzyża Świętego. Od tej pory było to święto.

Jastrzębna I (gm. Sztabin): Na początku wsi wisi na krzyżu figurka Chrystusa z głową odwróconą w drugą stronę niż zwykle [w lewo]. Starzy ludzie mówili, że figurkę odlewał Żyd, który nie był świadom chrześcijańskich tradycji.

Znane są w okolicy odlewnie, prowadzone przez Żydów. Między innymi, pod Mikaszówką działała odlewnia Fajngolda.

Jaziewo (gm. Sztabin): Przy Kapliczce Borowej spotkałem człowieka z Jaziewa23 i pytam, czemu przy wycince nie są ścinane drzewa, na których wiszą kapliczki, a on mówi: ?A co pan chciałby, jak ja by spuszczał drzewo, to żeby piła odbiła i przecięła mnie w pół?. Zapomnieli już ludzie, że drzewa z krzyżami lub kapliczkami są święte, bo uświęca je Boska Postać i nie są mściwe.

Osowy Grąd (gm. Augustów): Karawaka była między starymi drzewami ? jesionem i klonem. Drugie ramię było na okoliczność pomoru na bydło. Na granicy z Gliniskami była pasyja, w czasie cholery najdalej można było tylko do niej iść. Pasyja była z jednego drzewa, miała jedno skrzydło. Na bocznych deseczkach było wypisane, na jaką intencję postawiona. Przy niej był cmentarz choleryczny.

Szczeberka (gm. Nowinka): W Szczebrze mieszkali dawniej biedni ludzie. Jeden chłopak szedł przez wieś i dzieci najbogatszych rolników obraźliwie przezywały, on też coś obraźliwego im odpowiedział i tak ich to obraziło, że rodzeństwo ? panna i kawaler go zabili. Nic im za to nie było, bo byli bogaci. Chcieli tylko na pokutę powiesić figurę Chrystusa na krzyżu misyjnym, ale to było zakazane. Na krzyżach misyjnych nic nie przybijano, najwyżej jak brat brata zabił, to pozwalano powiesić figurę.

Szczebra (gm. Nowinka): Przed drugą wojną na niebie pokazywały się dziwne zjawiska. Jak wychodziliśmy z Gorzkich Żalów z kościoła, to od strony północnej była jasność. Inni widzieli krzyże na niebie. Mówili ludzie, że będzie jakieś nieszczęście.

Chodzi zapewne o zorzę polarną.

VI. Nawiedzone domy

Augustów (miasto): A. Przy wyjeździe z miasta do Białegostoku i Warszawy stoi willa niezamieszkała, w której straszyło. Były dziwne odgłosy, przesuwanie sprzętów. Działo się to w latach osiemdziesiątych XX wieku.

Sprawę opisywała lokalna prasa, często do niej wracając. Obecnie w domu tym mieści się hurtownia materiałów papierniczych, podobno nie ma już niezwykłości.

B. Na rogatkach przy cegielni Autera była mała chatka frontem do ulicy Krakowskiej [dziś Wojska Polskiego]. Powiedali, ze tam mieskała jakaści salona paniusia, co to diabły ganiała. Jona potem zmarła. Chatę chyba za Niemca rozebrano. Dokładnie już tego nie wiem, bo byłam wtedy na Syberii.

C. W naszym domu [na posesji Państwowego Zarządu Wodnego w Augustowie, obecnie Muzeum Historii Kanału Augustowskiego] był duch, nazwany przez moją matkę ?opiekuńczym?. Matka często prosiła go o opiekę lub pomoc. Sąsiadka nasza, pani Bienkowska opowiadała, że często zostawiała samo dziecko w kołysce. Gdy wracała, to kołyska była w innym miejscu. Był to znak, że dziecko było kołysane.

Jest to jedyny znany nam przekaz o ?dobrym? opiekuńczym duchu, nawiedzającym dom. Wszystkie inne opowieści są o ?strachach?.

Bargłów (gm. loco): Przed drugą wojną w małym domku koło młyna była apteka. Potem nikt tam nie mieszkał, choć byli tacy, którzy próbowali, ale nocą robił się tam wielki strach, coś przesuwało się, łomotało i wszyscy uciekali.

Górskie (gm. Bargłów): W dworku w Rafałówkach [obecnie część sołectwa Górskie] straszyło jak zmarł dziedzic Karwowski. Nie dało się tam spać i wszyscy uciekali. Pies strasznie wył. O północy dookoła podwórza dwukółka jeździła. W spichrzu też straszyło. Jeden Żyd w to nie wierzył i poszedł tam zanocować, ale uciekł.

Historia, wedle opowiadających, dotyczy zmarłego w połowie XIX wieku kapitana Karwowskiego, który nie żył obyczajnie, bo związał się z gospodynią Millerową i miał z nią nieślubne dzieci. Wiele z nich umarło i zostało pochowanych na zachowanych do tej pory mogiłkach.

Grabowo (gm. Augustów): W starej szkole, która była w grabowskim dworze, coś straszyło. To słychać było łomot, to płacz dziecka. Wreszcie żona nauczyciela zebrała się na odwagę i zapytała: ?Czego pokutująca dusza potrzebuje??. Odpowiedział jej głos, że mszy. Jak dała na mszę, przestało straszyć.

Gruszki (gm. Płaska): W domu śluzowego w Tartaku straszyło. Starzy ludzie mówili, że nocą coś stukało w kuchni, na strychu drzwi otwierało. Przed drugą wojną tak stra- szyło.

Jaziewo (gm. Sztabin): A. W jednem domu coś zrzucało obrazy ze ścian.

B. Po śmierci teścia gospodyni szykowała stypę. Przyszli kuzyni i sąsiedzi. Jeden z gości powiedział: ?O, szkoda, że Władzia (znaczy tego zmarłego) nie ma!?. Wtedy w końcu stołu, gdzie nikt nie siedział, strzeliła z hukiem szklanka i sie rozsypała.

C. Jedna kobieta powiesiła się na drągu od siana na wozie. Chcieli ludzie jej dom kupić, ale ona po śmierci wracała. Siedziała w tym domu na krześle i ludzie bojali się. To było po drugiej wojnie.

Kroszówka (gm. Bargłów): W jednem domu o północy drzwi sie same otwierały i poja- wiał sie zmarły gospodarz i chodził po domu. Drugi mąż gospodyni, co to za Niemca spał między trupami w kaplicy Karwowskich na cmentarzu w Bargłowie [ukrywał się przed aresztowaniem], też stąd uciekał. Ksiądz odprawiał egzorcyzmy. Później dom rozebrali.

Mazurki (gm. Augustów): W jednym domu, co stoi na dawnym dworskim, straszy; nikt tam nie wytrzyma nocą, coś hałasuje.

Promiski (gm. Augustów): U sąsiadów straszyło coś, meble w domu chodziły.

Rogożyn Stary (gm. Lipsk): W jednym domu, pobudowanym na dworskim, umarł parobek i po śmierci buniował, spać nie dawał.

Rudawka (gm. Płaska): W jednym domu straszyło. Coś dzbanki nocą przewracało, zboże rozwalało. Kłębki nici taczały się przed tym, co do tego domu wszedł. Było tak, że dzban z owsem nocą się przewrócił, a na drugi dzień cały stoi. Przy piecu siadała zjawa na ławce. Jeden gość wszedł, w rękę ją pocałował, a ona była już nieżywa.

Sajenek (m. Augustów): A. W jednym z pustych domów tak straszyło, że nikt nie miał odwagi się w nim osiedlić. Człowiek przybyły tu z Galicji, nie mając gdzie mieszkać, mimo ostrzeżeń wszystkich mieszkańców, sprowadził się do tego domu w jeden dzień, ale do drugiego już nie doczekał, tylko rano uciekł, twierdząc, że tam nie jeden diabeł mieszka, ale chyba ze stu.

B. Zmarł dziadek Mateus. Pochowano go, jak należy, w Studzienicznej i spadkobiercy po nim urządzili ucztę zakrapianą piwem. Do chaty, gdzie goszczono, wpadł jeden z sąsiadów i poinformował, że widział postać dziadka Mateusa między opłotkami. Ludzie nie uwierzyli i pili dalej. Drzwi otwarły się, powiew zdmuchnął wszystkie naczynia z poczęstunkiem, a piwo z beczki wylało się do jeziora. Długo jeszcze duch robił hałas i szkody na strychu.

Siółko (gm. Lipsk): Na pokojach w Lipsku Murowanym coś straszyło. To nocą pociągnie łańcuchem i wszystkie talerze pobije, to coś się tłucze. W dzień talerze byli całe. Jak półpanek [zarządca] wyjeżdżał gdzie na noc, to rodzina jego prosiła kobiety z czworaków, by przyszły nocować na pokoje.

Dwór w Lipsku Murowanym sięga historią XVI wieku. Został rozebrany po drugiej wojnie światowej. Ma głębokie podpiwniczenie.

Strękowizna (gm. Nowinka): W największym domie, gdzie była kuchnia i duży pokój i mały, słychać było jakby ktoś w koszu ziemniaki przewracał, potem jakby je sypał. W tym domu umarł jakiś dziadek.

Szczepki (gm. Nowinka): W najładniejszym domu na górce mieszkali wikariusze. Co który tam przyszedł, po dwóch dniach uciekał. Jeden wikary postanowił zbadać, co się tam dzieje i zamieszkał. Nocą przyszedł zmarły ksiądz i wikary zapytał, czego chce. Ksiądz powiedział, że leży mu na umarłym sercu to, że jednej opłaconej mszy nie odprawił. Wikary na drugi dzień odprawił mszę i zmarły ksiądz już więcej nie nawiedzał swojego dawnego mieszkania.

VII. Zaklęta woda i jeziora bez dna

Macharce (gm. Płaska): Północna zatoka jeziora Serwy nazywa się Zdrojki. Nikt się tam nie kąpie z miejscowych ludzi, bo każdy wie, że nie ma tam dna. Tamtędy jezioro Serwy łączy się pod ziemią z Wigrami.

Mikaszówka (gm. Płaska): Ślepe Jeziorko miał Żyd Mikas, który założył obok wioskę. Miał on zamężną córkę i raz zięć poskarżył się teściowi, że żona go zdradza. Ojciec zabił za to córkę na brzegu jeziorka. Ona jeszcze przed śmiercią, za to, że oskarżano ją niesłusznie, rzuciła klątwę na jeziorko. Od tej pory jest ono bezdenne.

Netta (gm. Augustów): U podnóża Kościółkowej Góry było święte źródełko, którego woda leczyła wiele chorób, między innymi oczu. Było tak do czasu, jak jakaś pani przyjechała w powozie, wyszła z niego z psem i przemyła mu chore oczy. Święta woda została skażona jej niewłaściwym wykorzystaniem. Źródełko wyschło.

Pijawne (gm. Nowinka): Od Pijawnego Ruskiego przez Pijawne Polskie płynęła w dawnych czasach rzeczka. Gdzie gajówka stała, było jeziorko, a drugie było za wioską. Ktoś musiał je zakląć, bo zniknęły. Kiedyś przez te wioski przechodził dziad żebrzący i powiedział, że jeżeli ktoś go dochowa do śmierci, to on odczaruje jeziorka, ale oślepnie. Nikt nie zgodził się wziąć dziada do siebie i jeziorka nie ma. Czasem tylko przy dużych roztopach czy burzach płynie tam strumyk.

Studzieniczna (m. Augustów): Jak miała czternaście lat, na twarzy jakieści plagi, takie plamy pokazali się. Modliła się, była u spowiedzi, potem obmyła się wodą ze studzianki i te plamy znikli.

Topiłówka (gm. Augustów): A. Kiedyś konie jednego wpadły do trzęsawiska, a potem on je znalazł, bo wypłynęły w jeziorze Rospuda.

B. Koło Młyniska do Ślepego Jeziorka, co się nazywa Topiłek, wpadła krowa i wypłynęła przez grzęzawisko do janowskiego rowu ? Zalewianki.

C. Na granicy oddziałów leśnych 211 i 220 leśne bagienko. Jest tam źródło, spływa do Rospudy, nie zamarza zimą.

VIII. Diabły w różnych postaciach

Jak wiadomo, za dawnych czasów wieś była otoczona wielkimi lasami, w których miały swe kryjówki nieczyste siły, stąd wychodzili i ludzi straszyli. Po wycięciu lasów złe duchy nie miały gdzie się ukrywać, musiały przenosić się do innego państwa, bądź wrócić do piekła. A może i to im przeszkadzało, że obecnych ludzi diabeł nie może przechytrzyć?

   

Witold Sztukowski

Augustów (miasto): A. Kiedyści jedzie chłop wiecorem furmanko, a jesce trochie wypiuł. Ale to jus późno, moze połnoc. Baran mu wskocuł ni stąd ni zowąd, połozył sie na sianie i lezy. Chłop spycha go, goni go bicem, a baran ani sie rusy. Ale chłop podumał i myśli: cekaj, ty chitry, ale ja jus wiem, kto ty! Wzioł dwa takie śpeliki z tej słomy wyciągnuł, moze z osetu, a moze z cego, na krzyz i baranoju pod nos! A ? gada ? widzis! Ja cie przemanał! Bo to nie był baran tylko diabeł!

B. Opowiedała mi ciotka ? dzieciaka chrzcili. A to kiedyści było ? kumy tylko wieźli chrzcić dzieciaka. No to te kumy kwaterkie wypili, bo to jek raz w lutym było, a bez las trzeba było jechać! Może oni do Studziannej jechali? Jado, coś ich ten koń idzie nie tak jak trzeba! Patrzajo, ze to droga nie ta. No to joni bedo skręcać w lewo. Jado, jado i znowu są w tem samem miejscu. No to teraz w prawo joni skręco. Jezdzo, jezdzo, minęło nie wiedomo ile tego casu, znowu joni w tem samem miejscu. No to jus i teraz nie wiedzo, co robić. A to diabeł tak wodziuł, bo nie chciał dopuścić, zeb tego dzieciaka chrzcili. Ale jus jek zaceli sie modlić i wtedy dojechali do tego kościoła.

C. Dziadek opowiadał, jak kiedyś spotkał w lesie eleganckiego pana. Pan z nim uprzejmie rozmawiał. Dziadek spojrzał na buty, a to nie były buty tylko kopyta, bo to był diabeł.

D. Znajomy opowiadał: ?Jak poszedł do lasu na grzyby, było koło Ślepego Jeziorka. Panie, panie, ja patrzę, aż tu na Ślepym Jeziorku na kępie stoi gajowy Stefanowski z Wojciecha i na trąbce trąbi. Krzyknął ja na niego: Stefanowski, daj potrąbić. On powiedział ? chodź tu do mnie, a ja, panie, panie, mówię jemu: ? Czy ty oszalał, tu woda, można bultnąć z uszami. A on, panie, panie, mówi ? nie bój się, idź tak prosto do mnie, jest twarda dróżka, wody na parę cali głęboko. Szedł ja, aż doszedł do niego na kępę, ale jak ja powiedział jeszcze raz: Stefanowski, daj potrąbić, to kiedy on buchnął w wodę, tylko smoła się zakotłowała, a ja usłyszał głos: Trąbił ja, trąb i ty. Panie, panie, to był diabeł wcielony, nie Stefanowski. Ja w strachu trąbił, ale płaczem, jak oprzytomniał, próbował wyleźć, ale nie sposób było ? woda głęboka. Długi czas krzyczał, wołał: ratunku!, aż ludzie z Wojciecha usłyszeli i mnie na drągach wyciągnęli.

E. Dziadek opowiadał, że żyli D… przed drugą wojną. Byli inni niż wszyscy, inaczej się ubierali i mieli spółkę z diabłem. Łazili po drzewach, coś wykrzykiwali.

Balinka (gm. Sztabin): Pod Rybalnym Mostem pędzono w lesie bimber. Pędzący zasnął między beczkami i kiedy się obudził, zobaczył, że zza beczki patrzy na niego diabeł.

Białobrzegi (gm. Augustów): Jak O… z Brzozówki przyjaźnił się z W… z Białobrzeg, który miał krzyż walecznych za POW, to pili. I jak wracali podpici, to W… się darł, a O… go uciszał, bo mówił, że tu diabły, W… zaczął diabła przywoływać, a diabeł mu odgwizdywał.

Bohatery Leśne (gm. Lipsk): Opowiadano, że w dawnych czasach, jak było w Boha- terach dużo spraw sądowych, to sędzia z Sopoćkin przyjeżdżał na miejsce. Jak miał dużo roboty, to furmana wysyłał do domu, a wracał sam. Zwykle kończył urzędowanie w karczmie przy obiedzie. Kiedyś po takim obiedzie jechał już nocą do Sopoćkin i wjechał w bagno. Diabły rozebrały mu wóz i obudził się rano na kępie, a konie pasły się niedaleko. Czasem te diabły wyjeżdżały z bagna karetą i kusiły przechodniów nocą, by wsiedli do tej karety.

Czarnucha (gm. Augustów): Straszył diabeł za kapliczką na Świerniskach, za grądem, ale jak wyglądał? ? nie wiadomo.

Dulkowszczyzna (gm. Lipsk): Na grobli zwanej Zieloną Pończochą baran czasem napadał na ludzi. Napadł na muzykanta, jak wracał nocą do domu i tak walczyli, że har- monię potłukli.

Gabowe Grądy (gm. Augustów): Mąż widział diabła, jak miał siedemnaście lat. Za Sowietów mieli sklepik koło gościńca w Borze. Przyjechała kontrol, dziadek poszedł, bo żona była chora, a mąż został sam z kontrolą. Z jednej strony był las, z drugiej las, a on musiał wracać sam. Jak przechodził, to była jakaś mgła nad młodniakiem. Przystanął, patrzy, a tam chłop stoi. Wtedy zmarł jeden ? ojca ciotki mąż. Mówili, że mu się w gardle wódka zapaliła. Mąż zaczął się żegnać medalikiem. Chłop schował się za sosnę i wtedy powstał wielki wiatr, aż drzewa się kładły. Mąż patrzy, a za sosną był diabeł. Miał ogon i kapelusz. Tak się zląkł, pędził i uderzył w drzwi i przez trzy tygodnie był chory. To było na jesień, koło dwunastej w nocy.

Grabowo (gm. Augustów): Jak jechać z Grabowa do Rutek, po prawej stronie straszyło. Za idącym jechała kareta w cztery konie i powoził nią pan w czarnym kapeluszu i zapraszał do środka. Nie daj Boże wsiąść! Pan skręcał do wądołów na kartofle, które tam były. Inni znów mówią, że pan w bagno wiózł, bo to był diabeł!

Gruszki (gm. Płaska): Przy Pieciówce diabeł straszy, w dole ? jak jechać z Mikaszówki do Tartaku. Mówią, że siedzi na krzywej sośnie.

Jak wykazały nasze badania archiwalne, blisko tego miejsca, na łące, zwanej Piecia, w latach siedemdziesiątych XIX wieku działał zakład odlewniczy.

Huta Sztabińska (gm. Sztabin): Opowiadał dziadek jednego mieszkańca, że jak był furmanem u hrabiego Brzostowskiego, to słyszał, jak jego pan rozmawiał nocą z diabłem pod krzyżem, co to stał przy wjeździe do zakładu. Parę razy słyszał rozmowę.

Hrabia Karol Brzostowski (1796?1854), dziedzic dóbr Sztabin lub Krasnybór, był założycielem kilku zakładów przemysłowych, między innymi gorzelni i browaru w Cisowie oraz huty szkła i żelaza z odlewnią oraz warsztatami stolarskim, tokarskim, mechanicznym, garbarni i tartaku w Hucie. Był samotnikiem, masonem. Procesował się z dominikanami krasnoborskimi. Nic dziwnego, że wokół niego, obok białej legendy, doceniającej imponujące zasługi na polu menedżerskim i społecznym (zniesienie pańszczyzny, kasy zapomogowo-pożyczkowe, system zasiłków, bezpłatna opieka lekarska i oświata, uwłaszczenie chłopów, powołanie Instytucji Rolniczo-Przemysłowej Sztabin), powstała i czarna legenda24.

Jabłońskie (gm. Augustów): Na granicy wsi Sołdacka Słoboda, Mikołajówek i Jabłońskie diabeł klepał kosę nocą na słupie. W tym miejscu jakaś baba umarła.

Jaminy (gm. Sztabin): W lesie przy drodze z Jamin na Janówek coś nocą gwizdało. Jeden zapóźniony przechodzień odgwizdnął. Pojawił się biało ubrany pan i zaproponował walkę w biady25. O północy zaświecił księżyc i chłop zobaczył, że ten pan ma kopyta. Przestraszył się, ale w świetle księżyca ten był coraz bledszy, wreszcie znikł.

Jasionowo (gm. Lipsk): A. Na Uroczysku Kalucha, leżącym między szosą grodzieńską a drogą do Jasionowa, diabeł czatował, głównie na pijanych. Wójt Lipska dojeżdżał z Jasionowa do pracy i często mu się zdarzało, że kiedy wracał, konie nie mogły sań uciągnąć, a to ktoś zapraszał go do domu, by się ogrzać i on szedł. Rodzina znachodziła go wtedy na kruśni kamieni26. Raz to diabeł go na drzewo wsadził.

B. Inna opowieść: Przy bagnie Kaluzie diabły były i jak chłopi jechali, zdejmowały koła z drzewianych wozów, słyszała to od dziadów. Diabły wyprzęgały też konie.

Jeziorki (gm. Augustów): G… z Jeziork wracał nocą z Augustowa i przyplątał się do niego jakiś jegomość, który uprzejmie z nim rozmawiał. Jak byli już w Jeziorkach, ten jegomość prowadził G… na bagno i jak G… zaczął się zapadać, to zrozumiał, że to diabeł ciągnie go w te bagno i uciekł. To było zaraz przed drugą wojną albo w wojnę.

Juryzdyka (gm. Nowinka): Jechał chłop wozem i na drodze leżał baran, chłop wziął go na wóz, konie nie zdoleli ciągnąć, chłop zwalił tego barana z wozu. Baran się tylko zaśmiał.

Krasne (gm. Lipsk): Grąd, po którym biegła droga na uroczysko Kożuchowo, upodobały sobie diabły. Raz dwie kobiety jechały wozem. Zerwała się gwałtowna burza, drzewa się łamały. Kobiety zakryły twarz chustkami, by tego nie widzieć i tak dojechały do Krasnego. Tu zanocowały i opowiedziały ludziom o burzy, której w wiosce nie było i o tym, że droga zasłana jest drzewami. Na drugi dzień ludzie tam poszli, ale śladów burzy nie było.

Kurianka (gm. Lipsk): Jeden pijany w lesie zabłądził i szukał ratunku. Przyszedł do niego diabeł i powiedział, że go wyprowadzi, jak ten spełni trzy życzenia. Kazał diabeł kobietę zgwałcić, człowieka zabić i butelkę wódki wypić. Ten człowiek zgodził się tylko na ostatni warunek, ale jak wypił wódkę, to wyszedł na przystanek. Jak raz podjechał autobus i wysiadła z niego kobieta i chłop, i wtedy ten pijak spełnił dwa pozostałe życzenia.

Lipsk (gm. loco): W uroczysku Koleśniki na jadących nocną porą, szczególnie tych, którzy z karczmy wracali, czyhał czort. Od wozu odpadały koła. Jeden człowiek w czorty nie wierzył i postanowił z nich zakpić. Powiedział w tym miejscu, jak nocą przejeżdżał: ?czort, skidaj kolesa!?… i, jak na komendę, wszystkie koła odpadły. Woźnica przestraszył się, zaczął szukać kół, ale co jedno przyniesie i pójdzie po następne, to pierwsze znów ginie…

Mikaszówka (gm. Płaska): W Ślepym Jeziorku w Mikaszówce diabeł straszył w postaci psa z rozdziawioną paszczą. Miejscowi tam rybakowali nocą (znaczy się kłusowali) i ojciec też. Raz do łódki podpłynął taki stwór, ojciec się przestraszył i walnął go wiosłem, i uciekł do brzegu, i do wioski. Pozostała na jeziorze łódka i sieci.

Netta Folwark (gm. Augustów): A. Góra między Bargłowem Dwornym a Nettą Folwark ? Bocianówka ? była kiedyś wyższa, teraz jest rozjeżdżona. Kiedy szło się tamtędy nocną porą, za idącym posuwał się pan w czarnym kapeluszu jak cień.

B. Obok folwarku, przy bagienku na nieużytkach, diabły straszyły. Wracali tamtędy chłopi z karczmy do domów.

Olszanka (gm. Nowinka): Przy dworze, tam gdzie piwnice dla robotników ? sklepli, straszyło. Jeden chłop konia szukał swojego. Na tych kopcach ktoś zarżał i chłop powiedział: ?a gdzie cię tu diabli wnieśli?. Ten koń się zaśmiał ludzkim głosem. Chłop patrzy, a koń ma jedną nogę ludzką a drugą końską.

Pijawne Polskie (gm. Nowinka): W latach pięćdziesiątych [XX wieku] mieszkał w Pijawnem gajowy, który lubił ? jak wszyscy inni chłopi ? popić. Kiedyś nocą z bagienka pod lasem usłyszeli ludzie wołanie o ratunek, ale nikt nie odważył się tam iść. Gajowy przyszedł do domu strasznie wybłocony, a rano opowiadał, że jakiś pan szedł nocą przed nim i wołał go i tak prowadził go dookoła tego bagna.

Pomiany, przysiółek Rozalin (gm. Bargłów): Dawniej w Rozalinie las dochodził do drogi. Jeden jechał od Pomian na jarmark do miasta, jeszcze było ciemno. Z lasu wyszedł mężczyzna i prosił, by dać zapalić. Chłop dał mu papierosa, za to dostał fajkę i tabakę w garść. Wsypał do kieszeni tę tabakę. Jak wyjechał z lasu, przypomniał sobie, że w tam- tym miejscu wielu ludzi było wystarszonych. Zajrzał do kieszeni, a tam był suchy koński gnój. Ze złości wyrzucił i fajkę.

Reszki (gm. Bargłów): Na drodze z Reszek do Lipówki przy bagnie Musarz straszyło ludzi. Wciągało ich do bagna, a tam diabły w dutki grali. Jedna kobieta opowiadała, że zbierając tam grzyby, dawno temu, usłyszała, że w bagnie coś jęczy. Podeszła i zobaczyła Żyda z workiem ziemniaków na plecach. Ten zapytał, czy słońce wzeszło, bo ciężko mu iść i czy kto nie jechał. Jak dworscy konie pędzili tamtędy, to bardzo często te konie się płoszyły.

Rudawka (gm. Płaska): Drogą przez rzeczkę para koni wjeżdżała z bryczką, ale tylko koła się ruszały, a bryczka nie. Ludzie w domach słyszeli turkot, jak przez okna patrzyli, w tej bryczce widzieli pana w kapeluszu. Jak szli na drogę zobaczyć kto to, żadnej bryczki nie było.

Rutki Nowe (gm. Augustów): Brat żony popił sobie. Było to zimą. Konie wjechały w za- rośla na Młynku i stanęły. On sam przyszedł do domu i opowiadał, że diabeł go złapał.

Sajenek (m. Augustów): A. Diabeł w Sajenku przyjmuje postać konia. Nocą na grobli słychać rżenie i tętent jego kopyt po szosie.

B. Przy końcu jeziora [Sajna] pod Sajenek była stara kłoda drzewa przy brzegu jeziora, w niej była taka dziupla, że człowiek mógł się zmieścić. Pewnego razu dwóch rybaków łowiło ryby, nadeszła burza z grzmotami, piorunami, więc rozwiesili oni sieć, a sami schowali się do tej kłody. Nadeszła noc, ulewa nie ustawała, wówczas pojawił się diabeł, zaglądnął do kłody i zobaczył głowę człowieka, odezwał się do niego: ?Wyłaź z kłody, tam moje miejsce!?. Rybak powiedział, że nie wylezie. Diabeł zaszedł z drugiego końca kłody i znowu zobaczył głowę człowieka. Kazał mu wyleźć, ten nie usłuchał. Wtedy diabeł powiedział, że jest on tak stary, że pamięta jak w tym miejscu, gdzie znajduje się jezioro, ludzie grykę sieli, ale żeby chłop miał dwie głowy, tego nie pamięta. Jeszcze raz odezwał się do rybaka: ?Wyłaź, bo rozwiążę?. Rybak odpowiedział mu: ?A rozwiązuj, a ja nie wylezę?. Burza ustała, nastał dzień, rybacy powyłazili z kłody i wtedy zobaczyli, że z ich sieci tylko kłąb nici jest wetknięty na tyczkę. Domyślili się, że diabeł rozwiązał im sieci, tak jak zagroził. Udali się do księdza. Poradził im ksiądz, żeby dali ofiarę na mszę świętą i sami przyszli do kościoła się modlić, to diabeł musi im sieci z powrotem powiązać. Tak zrobili. Na tym miejscu, gdzie był kłąb nici, znowu znaleźli swoje sieci rozwieszone.

C. Nocą po jeziorze Sajnie diabły pływają łodzią, czasem słychać plusk wioseł.

D. Chłopi chcieli wyciągnąć drzewo na Rybalni, tam gdzie koniec Stawu Sajenek. Wszyscy pomagali koniom, zapierali się nogami w suchy grunt, ale nie udało się. Ktoś westchnął: ?Tylko diabeł mógłby to zrobić?. Pojawił się nieznajomy, powiedział: ?Nie dajecie sobie rady? To nic trudnego!? Zaprzągł konie i za pierwszym razem wyciągnął kłodę sam.

E. W niedzielę, zapomniawszy, że to dzień święty, kilku mężczyzn grało w kółko. Podszedł obcy i zagrał z nimi, ale tak rozkręcił kółko, że nikt nie mógł go zatrzymać. Powiał wiatr, zaszumiało, a mały chłopak wykrzyknął i pokazał na odbitą w błocie kogucią łapę. Wtedy ludzie zrozumieli, że to diabeł, przypomnieli sobie o modlitwie i pobożnym rozmyślaniu, i bardzo zawstydzili się, że grzeszyli.

Siółko (gm. Lipsk): Między Siółkiem a Lipskiem Murowanym pijanego spotkał diabeł i powiedział, że na piec go wyprowadzi i zaprowadził na kupę kamieni. Diabeł zdjął pija- nemu buty i ten miał potem nogi odmrożone. Inni też widzieli tego diabła.

Strzelcowizna (gm. Płaska): Na mostku na Kalnej jeden ze Strzelcowizny grał na harmonii. Wracał z zabawy z Frącek i rozebrało go na mostku. Jemu przedstawiło się, że jakiś pan zaprowadził go na jakiś wywrót, kazał grać i płacił mu w czapkę. Jak się rano ocknął, w czapce miał końskie gówniaki.

Świderek (gm. Augustów): Przy mostku na Kolniczance jak jeździli, to czarny baran wychodził. Jedni wzięli go na wóz, próbowali jechać i nie dali rady. Baran ryknął, oni zwalili go z wozu i dopiero ruszyli. W tym czasie wiatr zawiał, jak konie poszli. A ten baran to diabeł!

Topiłówka (gm. Augustów): A. Koło Młyniska w Ślepym Jeziorku diabeł kosę klepał.

B. Za remizą stała stodoła i mówiono, że diabeł tam straszy. Czasem baran tam się pokazywał.

IX. Zjawy

Augustów (miasto): A. Tu, gdzie teraz boisko Gimnazjum nr 1 przy ulicy Młyńskiej, stała do drugiej wojny światowej cerkiew prawosławna [dawniej unicka]. Starzy ludzie widzieli nocą o 24, jak wychodziła z tej cerkwi młoda kobieta ubrana na biało, z jasnymi włosami i szła się kąpać do Netty. Ja tego nie widział, tylko słyszał od takich, co podobno widzieli.

Cerkiew stała na wzgórzu na rogu ulic Sienkiewicza i Hożej do 1941 roku, po jej rozebraniu górka została splantowana. U jej podnóża był cmentarzyk.

B. Przy ulicy Wojska Polskiego [dawniej Krakowska] w jednej ze starych, pożydowskich kamieniczek ukazywała się na pięterku kobieta. Widziano ją w brązowej sukni i kapeluszu, jak przechodziła cicho korytarzykiem.

C. Opowiadała mi matka, że kiedy była młoda, miała koleżankę mieszkającą tam, gdzie teraz jest pawilon sklepowy przy ul. Konopnickiej. Stał tam mały drewniany domek i była przy nim sadzawka. Kiedyś matka poszła do tej koleżanki, weszła do domu i zobaczyła starą kobietę, siedzącą przy piecu. Matka zapytała o koleżankę, ale ta kobieta się nie odezwała, po chwili wstała, wyszła z domu, weszła do sadzawki i rozpłynęła się.

D. Budowniczym pałacu [Zarządu Wodnego przy ul. 29 Listopada 5] był carski generał pełniący funkcję naczelnika Kanału Augustowskiego. Pierwotnie pałac nie miał mieć wieży. Zazdrosny stary generał, ażeby dogodzić swej młodej i pięknej żonie, zmienił plany budowlane i na drugim piętrze wieży kazał wykonać piękny pokoik, w którym w czasie wyjazdu służbowego mógł zamykać żonę. Zamiast parku, na spacery kazał zbudować balkonik. Balkonik był za mały, wyprosiła więc [żona] o pozwolenie przejażdżek powozem po okolicznych lasach. Na woźnicę wybrał z zazdrości generał najbardziej brzydkiego Polaka. Niestety dla generała, kobieta rozpoznała w tym chłopie takie cechy jurności, jakie miał za kilkanaście lat na dworze carskim niejaki Rasputin. Generałowa oszalała. Bez furmana życie dla niej było koszmarem. Stary generał chciał ją przekupić, dając jej całe wiadro pereł. Perły wysypała na schody, które stoczyły się na sam dół. Generał zamknął żonę w wieży. Ona wybrała miłość. Wyskoczyła z balkonu.

Zarząd kanału był pod stałą kontrolą wojewody poleskiego p. A. Biernackiego. Wojewoda często wysyłał do Augustowa rewizorów, którzy badali rzetelność wykonywanych poleceń z Polesia [ściślej z Brześcia nad Bugiem].

W tych czasach [lata trzydzieste XX wieku] głośna była przygoda jednego z re- wizorów. Na polecenie naczelnika, p. Nisiałowskiego [właściwie Niesułowskiego], ojciec mój zakwaterował przybysza w pokoju gościnnym na piętrze, przy głównym wejściu. O północy rewizor usłyszał, a przez okno zobaczył, podjeżdżającą karetę zaprzężoną w cztery czarne konie. Na koźle w poświacie księżyca zobaczył ohydnego chłopa z rudą brodą. Rozległo się pukanie do drzwi wejściowych do pałacu, podobne do stukania żelazem o blachę, a że nikogo w tej części pałacu nie było, rewizor zszedł i otworzył drzwi. Stała przed nim wysoka, o pięknej białej twarzy dama. Ubrana była w niebieski, mokry płaszcz. Wypowiedziała słowa: ?straszno tobi?. Rewizor odpowiedział: ?Tak, boję się?. ?Wot? ? powiedziała ? ?kak ja żyła to też duchiw bałasia? i poszła schodami na wieżę do pokoju z balkonikiem.

Rewizor położył się do łóżka, wkrótce usłyszał hałas przypominający sypiący się groch po schodach. Było takie wrażenie, jakby ktoś wysypał worek grochu i ten toczył się schodami na sam dół. Rewizor nie wytrzymał, biegnąc schodami na dół potykał się na perłach, które sypały się w dół. Resztę nocy rewizor spędził wśród choinek, rosnących w szpalerach pomiędzy ulicą a pałacem.

Kilkakrotnie próbowano zakwaterować w wieży letników przyjeżdżających na wczasy, ale po usłyszeniu tej historii woleli spać w namiotach.

Przez całe lata część pałacu przy wieży nocą była pusta. Duszy tej już prawdopodobnie nie ma. W 1939 roku spotkała swoich, gdy Rosjanie zajęli pałac na siedzibę Straży Pogranicznej i w 1941 roku ulotniła się tam, skąd przywędrowała do Augustowa.

Opowieść ma wszelkie cechy utworu literackiego, niemającego wiele wspólnego z rze- czywistością historyczną. Zapewne została wymyślona przez przewodników turystycznych, aby zaintrygować pasażerów, uczestników wycieczek. Wiadomo, że po kolejnej reorganizacji w 1892 roku, Wiślańsko-Niemeńską Drogą Wodną od Modlina do Niemna zawiadywał inżynier Michaił Straszkiewicz, bez rangi generalskiej, urzędnik cywilny w randze radcy stanu, bezpośrednio podległy władzom w Petersburgu. Istotnie, miał młodszą żonę, pianistkę. Z racji obowiązków rzeczywiście często wyjeżdzał w podróże służbowe. Budynek Zarządu Wodnego został wybudowany około 1903 roku. Państwo Straszkiewiczowie zajmowali mieszkanie na parterze z dużym salonem. Wieża pełniła funkcję wieży ciśnień, a więc była zaprojektowana od razu z budynkiem. Inna rzecz, że opowieści o duchach straszących w pałacyku krążyły jeszcze w końcu lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych XX wieku.

E. To było w roku 1971. Na Barakach umarła moja ciotka na raka. Rodzice wzięli mnie na pogrzeb. Ciotka w trumnie leżała wymęczona chorobą, bardzo chuda. Potem nigdy nie rozmawialiśmy na temat tego pogrzebu. Moja młodsza siostra z pierwszej klasy kilka tygodni później wracała ze szkoły i w lesie, niedaleko od cmentarza zobaczyła postać, ubraną w niebieską suknię i biały szal, wychudłą i bladą. Przyszła do domu i opowiedziała o tym. Matka nakrzyczała na nią, że to nieprawda i siostra płakała. Potem rodzice zdumiewali się, skąd ten opis ciotki, której siostra nie widziała przed śmiercią, ani w czasie pogrzebu.

Bargłów (gm. loco): Nad rzeczką, co to wypływa od Borzym i wpada do kanału [Bargłówka], jeden widział w pobliżu starego cmentarza starą babę i powiedział do niej: ?Razem będzie raźniej iść?, ale baba znikła.

Bargłówka (gm. Bargłów): Na przepuście na drodze z Karpy do Bargłówki coś dziwnego było. Jest tam rów, który wychodzi z torfowiska. Na torfowisku był zdrój i ludzie brali stąd wodę. Widzieli jakieś zwierzęta, kaczki-niekaczki, to znów kota, który jak szedł, to słychać było jakby człowiek kroki stawiał.

Białobrzegi (gm. Augustów): A. Ojciec opowiadał, że latem jechał do Augustowa i tu, gdzie dawniej stał drewniany krzyż, jak odchodzi droga na Nettę, zobaczył dwoje dzieci ? chłopca i dziewczynkę ? ciągnące sanki. Wielu ludzi widziało w tym miejscu dziwne zjawy, bo trochę dalej, w kącie nad Turówką, był cmentarz z pierwszej wojny.

B. Dziadek, jak szedł na roraty do kościoła w Augustowie, to widział, jak przed nim szedł ksiądz ubrany w komżę. Dziadek próbował go dogonić, by iść razem, ale co się zbliżył, to ksiądz się oddalił, wreszcie zobaczył, że ksiądz nie miał butów, szedł w skar- petkach, a przecież to była zima!

Cisówek (gm. Nowinka): Szłam z Cisówka do Kuriank i poczułam, że ktoś za mną idzie. Odwróciłam się i zobaczyłam, że idzie mężczyzna w czapce na głowie. Spojrzałam przed siebie na drogę i znów się odwróciłam, ale ten mężczyzna zniknął.

Czarniewo (gm. Sztabin): Na drodze zwanej Grobelka pomiędzy Czarniewem a Bartną Górą na bagno wychodził baran. Jechali gospodarze z Jamin i to widzieli.

Gabowe Grądy (gm. Augustów): A. To było w sześćdziesiątych latach [XX wieku]. U sąsiadki mąż się powiesił. Tam było troje dzieci, a on nigdzie nie pracował, trochę ojce pomagali. Na wsi byli komórki koło domów, my się tej sąsiadki pytali ?i ty się Fina nie boisz?, bo o dwunastej w nocy do tej komórki on przychodził, garnki przewracał, pokrywkami stukał, a potem wychodził po godzinie. On grał na garmoszce pięknie i na strychu noc w noc grał i tańczył, i kroki, i tupanie było słychać. Ona się żaliła, bo spać nie mogła i aż depresję miała. Ciotka ? popadia ? jej poradziła. Mówi: ?Bierz krzyż?, nauczyła jej jakąś modlitwę. Fina mówi, że się boi, a ta ciotka mówi, że pójdzie za nią. Wyszła z sieni, obeszła chałupę, wyprowadziła na dróżkę do lasu, weszła do lasu, się przeżegnała, las zaszumiał, aż drzewa trzeszczały. I o dwunastej wszystko ucichło.

B. Fina wyszła drugi raz za mąż, ale i on też zginął, przywalony nawozami sztucznymi w Augustowie na stacji. Żona zachowała po nim zakrwawione ubranie i schowała na strychu. Raz, jak w mieszkaniu karmiła piersią małą, zamknęła oczy, otwiera je i patrzy, a on stoi i mówi do niej: ?Ty spal to ubranie?. Rozpaliła w piecu i spaliła, i więcej nie przychodził.

C. Patrz rozdział XI.

Grabowo (gm. Augustów): Przy granicy z dawnymi Prusami niektórzy widzieli coś jakby wilka, ale to znikało na pobliskim bagnie i nie wiadomo, czy to był wilk czy zjawa.

Jaminy (gm. Sztabin): A. Raz kościelny wszedł do kościoła drzwiami bocznymi przez zakrystię i zobaczył, że jakaś kobieta weszła się pomodlić, otworzył więc duże drzwi i chciał tej kobiecie powiedzieć, żeby wyszła, ale jej już nie było i nie wychodziła przez zakrystię. Innym razem zastał ją rano w zamkniętym kościele, zapytał jej, co tu robi, ona mu odpowiedziała, że mówi ?Zdrowaś Maria? i rozpłynęła się.

B. Przed kościołem stawiano latem oleandry w donicach. Kościelny o zmierzchu dzwonił na Anioł Pański i widział wiele razy, że nieżyjący już ksiądz stał w tych oleandrach.

C. Przed drugą wojną widziano, jak od cmentarza wyszła jakaś biała zjawa, posunęła się do przodu, powiększyła i znikła.

D. W Wielkiej Parowie między Jaminami a Janówkiem widywano białego baranka. Raz chłopi zaczęli go łapać, ale taki ich strach ogarnął, że musieli uciekać.

Jasionowo (gm. Lipsk): Było to w 2001 roku. Pewien myśliwy wybrał się na polowanie na dziki. Owies już porósł i dziki wychodziły na pola. Podjechał do kaplicy, zatrzymał samochód i podszedł pod lipę, która rośnie naprzeciw kaplicy. Była godzina druga w nocy, świecił księżyc i z cienia spod lipy wyszły dwie dziewczyny. Myśliwy się zdziwił, co mogą robić o tej porze młode osoby, których nigdy nie widział, a okoliczną ludność znał dobrze. Zapytał tylko, czy nie widziały dzików, a one odpowiedziały: ?Tu nic nie ma?. Odszedł kilka kroków, ale coś go niepokoiło, jak nigdy w życiu do tej pory. Odwrócił się, zobaczył, że dziewczyny weszły w cień lipy i przestał je widzieć. Obszedł pola i za pół godziny wrócił pod lipę, ale już nikogo nie było. Pytał potem, czy do kogoś nie przyjechały młode osoby w gościnę, ale nie.

Kapliczka znajduje się przy mogile masowego mordu na mieszkańcach Jasionowa, dokonanego przez Niemców 26 sierpnia 1943 roku. Zakopano tam całe rodziny z dziećmi, niektórych jeszcze żywych, łącznie 58 osób27.

Jastrzębna II (gm. Sztabin): A. Tam, gdzie kapliczka na sośnie, straszyło. Pojawiało się tam jagnię i znikało.

B. Kowala przed drugą wojną straszył wielkolud. Kowal był niskiego wzrostu.

Jaziewo (gm. Sztabin): A. Na początku lat sześćdziesiątych XX wieku pojawiała się koło jednego domu Matka Boska. Ludzie z daleka przyjeżdżali patrzeć. Ja też patrzył, ale nic nie widział.

B. Jeden chłopak z Jaziewa miał przed drugą wojną narzeczoną na Sztukach, to las po Mogielnice, i chodził do niej wieczorami. Zauważył, że jakby złoto się paliło, mrugało ogniem to w górę, to w dół. Ze dwa razy to widział.

Klonownica (gm. Nowinka): Przy drodze na Ostry Róg, niedaleko strzelnicy, gdzie rośnie wielka brzoza, pojawiał się wielki chłop.

Kopiec (gm. Sztabin): Kilkadziesiąt metrów od krzyżówki Kopiec ? Wrotki, Huta ? Tajno był mostek na bagnie. Coś tam straszyło. Niektórzy słyszeli człapanie. Jak wracałam z rodziną wozem z Gorzkich Żalów w Wielki Piątek, a miałam wtedy jedenaście lat, to widziałam białą postać anioła ze skrzydłami. Nikt tego nie widział, tylko ja.

Krasnoborki (gm. Sztabin): W olszynce pod Wolnym jeden rolnik zobaczył kobietę, ubraną w chustę. Szła przed nim i widział ją od tyłu. Chciał ją dogonić, ale znikła mu. Myślał, że weszła do kopy siana. Obszukał kopę, ale tam nikogo nie było. Wtedy stanęły mu wszystkie włosy na głowie i uciekł z własnego pola.

Kroszewo (gm. Bargłów): Dziedzic nieobyczajnie się prowadził ze swoją służbą. Zmarł młodo i jeszcze po drugiej wojnie jego zjawa jeździła konno. Najczęściej pojawiał się koło dużego kamienia.

Kunicha (gm. Sztabin): Jak iść do Jamin ze Sztabina, to część Kunichy nazywa się Bojary. Jasne słupy się tu pokazywały.

Oskar Kolberg notuje opowieści mówiące o tym, że słupy ogniste zapowiadały morową zarazę28.

Kurianka (gm. Lipsk): Jadąc do Augustowa drogą od końca Kuriank, jeszcze przed rozwidleniem na Skieblewo od strony Starożyńc, gdzie pierwsza górka, widziano, że kopy siana same szły. Było to nad ranem, jechali wozem na jarmark.

Netta Folwark (gm. Augustów): A. Po parku dworskim, między starymi jesionami górą, jeździła w wolancie nocą pani w kapeluszu z psem na kolanach. Wielu to widziało. Potem to znikło.

Ciekawe, że właścicielem majoratu Netta od 1841 roku był Roman Czetyrkin (1797?1865), naczelny lekarz wojsk rosyjskich w Królestwie Polskim, który zasłużył się w zwalczaniu epidemii cholery. Znany był także z zainteresowań okultystycznych29.

B. W miejscu zwanym Bocianówką na drodze nocą rózga leżała. Kiedy rano nocni przechodznie oglądali to miejsce, rózgi nie było! Potem innym ludziom się pokazywała.

Nowe Rutki, przysiółek Czerkiesy (gm. Augustów): Jak schodzić w dół z Czerkiesów do Jeziork, to stała przy drodze brzoza i wisiała przy niej kapliczka z Matką Boską. Właściciel gruntu brzozę ściął. To było niedawno [wywiad z 1997 roku]. Na pozostałym pniu ludziom, których miało spotkać nieszczęście, ukazywała się Matka Boska. Opowiadali o tym i kilka dni później ginęli w wypadkach. To przytrafiło się małżeństwu ? mąż zginął pod przewróconym traktorem, żona pół roku później w wypadku drogowym.

Nowe Rutki (gm. Augustów): Mieszkałam w Młynku, a chodziłam do szkoły przez podwórko sąsiadki. Sąsiadka zmarła. Byłam na tym pogrzebie i widziałam ją w trumnie. Jak kiedyś szłam do szkoły, zobaczyłam sąsiadkę w takim ubraniu jak w trumnie. Stała w drzwiach domu. Raz to widziałam.

Obuchowizna (gm. Augustów): Jeden tu z Obuchowizny jechał z żoną z Białobrzeg do domu, a ciemno już było. Koło wozu szedł jakiś mężczyzna i nie mogli się go pozbyć. W Obuchowiźnie zawiał wiatr, zawirowało i ten mężczyzna zniknął.

Pomiany (gm. Bargłów): W dworze straszyło. Wychodził cielak na aleję pod kasztanami, co to później do zlewni mleka prowadziła.

Rudawka (gm. Płaska): W uroczysku Derdy między Gruszkami a Rudawką na szosie straszyło. Pokazywał się tam biały łabędź. Jak wozy jechały, to ich znosiło z drogi na bagno.

Skieblewo (gm. Lipsk): W Skieblewie nie straszyło. Matka Boska objawiła się w lesie, dalej od Skieblewa, dla leśniczego tego lasu.

Sosnowo (gm. Sztabin): Chodziłem do podstawówki albo to był początek średniej szkoły. To było w czasie ferii zimowych. Był ubity śnieg i świecił księżyc. Było bardzo jasno. Gdzieś koło 23 godziny wracałem do domu z wieczoryn30 u sąsiadów. Koło zabudowań J. K. zwanego Niutem zobaczyłem postać męską w kufajce i czapce uszance. Nie mogłem go dogonić. Zniknął w cieniu stodoły. Człowiek szedł miarowym krokiem, nie uciekał. Matka mi mówiła, że to z naszej rodziny wujek pokutuje na tamtym świecie.

Starożyńce (gm. Lipsk): A. Od Bartnik jechali ludzie do Starożyńc i zobaczyli białego baranka. Jeden zeskoczył z wozu i gonił tego baranka, ale on zamienił się w kamień.

B. Koło krzyży od strony Kurianki coś na kurzych nogach pokazywało się, ale wyglądało jak człowiek.

Strzelcowizna (gm. Płaska): Przy drodze na Kudrewiznę straszyło. Ludzie widzieli tam duchy i ognie.

Sztabin (gm. loco): A. Na Kalekach pod Krasnoborki, za Księdza Grodzią zaczyna się pole. Dawniej rosły tam dzikie grusze, teraz tylko olszynki zostały i było tam źródełko. Coś wciągało ludzi w bagno i ogniki po nocy chodziły.

B. Zakrystian zobaczył kiedyś w drzwiach kościoła ognisty słup, przestraszył się i zamknął drzwi od środka.

Twardy Róg (gm. Augustów): Nie, babka nie opowiadała o duchach. Mogę wam opowiedzieć, co ja sam przeżyłem. Było to, jak jeszcze uczyłem się w Augustowie. Byłem już prawie kawalerem, choć jeszcze wódki nie piłem. Rower miałem u gospodarza, niedaleko przystanku, w Świderku, i jak wysiadłem z autobusu, wsiadłem na rower i jadę. Gdzieś w połowie drogi, między Świderkiem a Twardym Rogiem, tam gdzie górka i kilka dużych modrzewi, widzę światło przede mną. Jadę, a to światło cały czas z przodu, a już zmrok był. Nacisnąłem na pedały, patrzę, a na drodze pojawił się koń z wozem i woźnica. Koń był, ale żadnych odgłosów człapania po drodze nie było słychać. Przy wozie był zawieszony fanarek, ale się nie świecił. Zrobiło mi się jakoś straszno i ile sił zacząłem pedałować.

Wólka Karwowska (gm. Bargłów): Szedł ojciec z Pruski do Wólki Karwowskiej i zobaczył konia. Prowadziła go kobieta. Zagadywał do niej, a ona nie! Zaczął grzęznąć w błocie. Ojciec poczuł strach, przeżegnał się, zawiał wiatr i wszystko zniknęło: i czarny koń, i kobieta, i błoto.

X. Coś ? bezpostaciowe zjawy, duchy, głosy

Augustów (miasto): A. Przy ulicy Nowomiejskiej, gdzie dawniej stał krzyż, coś straszyło.

Według opinii najstarszych mieszkańców, znajdował się tam cmentarz choleryczny.

B. W Starej Łaźni [obecnie Biblioteka Pedagogiczna] w piwnicy coś łapało pracowników za ubranie. Nie to, żeby sobie za dużo wypili, ale widać było, jak coś ciągnie połę płaszcza czy fartucha.

Balinka (gm. Sztabin): Między składnicą kolejową w Jastrzębnej a Balinką jest miejsce zwane Łysą Górą. Dawniej był tam dość wysoki pagórek, teraz już zrównany i tam coś straszyło.

Dulkowszczyzna (gm. Lipsk): Na krzyżówce między Dulkowszczyną a Kuriankami, tam gdzie krzyż metalowy stoi, straszyło. Podpił sąsiad i o północy, jak wracał do domu, zagwizdał tam. Powstał wicher. On powalił się. Potem rozpowiadał, że coś go straszyło. To było w trzydziestych latach przed drugą wojną światową.

Gliniski (gm. Augustów): Między Białobrzegami a Gliniakami, na starej sośnie wisi kapliczka w dziupli. Mówi się, że powiesił ją przed drugą wojną wójt, który uważał, że jest niewierzący. Zwykle bardzo późno wracał do domu i stale w tym miejscu wpadał w wądoły. Bywało nawet tak, że przesypiał na pieńku do rana, bo nie dało mu coś iść. Kazał wreszcie kuzynowi zrobić kapliczkę. To miejsce napędziło strachu wielu innym też. Chłopak z Glinisk chodził zimą do panny do Ponizia i słyszał, jak tam gałęzie trzeszczą i czuł, że ktoś idzie za nim, to znów spadł mu konar z drzewa na plecy, to słychać było ciężkie kroki, mimo że obok przebiegały tylko sarenki. Czasem myślał, że to wilki chodzą, ale po zaświeceniu zapałkami nic nie widział. W latach sześćdziesiątych kazał leśniczy ściąć sosnę z kapliczką, ale nikt się tego nie podjął, bo to święta sosna i stoi dotąd.

Gorczyca (gm. Płaska): Za mostem na Strzelcowiznę coś zatrzymywało wozy za drabinę. Konie stanęły i ruszyć się nie mogły.

Gruszki (gm. Płaska): A. W Uroczysku Pańkowskie coś straszyło.

B. Niedaleko od leśniczówki Okop i rzeczki Pieciówki bali się ludzie nocą iść drogą. Czuli, że coś za nimi idzie, jednego to nawet w plecy uderzyło.

Janówek (gm. Sztabin): A. Tam, gdzie dawno temu była gisernia, koło mostku na rzece Karolince31 pod wierzbą coś straszyło. I teraz w tym miejscu zanikają w samo- chodach fale radiowe.

Gisernia (odlewnia żeliwa) działała niecałe dwa lata, przed budową przez hrabiego Brzostowskiego w 1825 roku zakładów metalowych Huty Sztabińskiej. Wcześniej w tym miejscu funkcjonował mały browar.

B. W miejscu, jak droga z Kopca dochodzi do Janówka, jeszcze przed pierwszymi mieszkaniami po prawej stronie jest szmat pola i tam o określonej godzinie dzwonią dzwony. To miejsce nazywa się Lipówka albo Lipowka.

Kamionka (gm. Bargłów): Coś straszyło na polach między Kamionką a Lipówką. Chyba to diabeł był albo co?

Kopanica (gm. Nowinka): Ojciec opowiadał, że jak był młody, chodzili całymi rodzinami na jagody pod Kopanicę. Tam słyszeli, jak ktoś grał na skrzypcach, ale grajka nie było.

Krasnoborki (gm. Sztabin): Straszyło przy końcu wsi pod Wolne przy bagienku. Jakby ktoś na koniu jeździł.

Lebiedzin (gm. Sztabin): Coś straszyło przy dołku w lesie. Ludzie tam zawsze z wo- zów spadali.

Macharce (gm. Płaska): Ojciec mówili, że dawno temu bez wieś nocą jeździli konie. Kurz był tylko, ale nic nie było widać, tylko słychać.

Mazurki (gm. Augustów): Jak jest przepust i rów do Zalewianki, coś straszyło.

Olszanka (gm. Nowinka): Straszyło coś za dworem, gdzie była stodoła, w kierunku na Juryzdykę. Ledwie słońce zajdzie, to arfy32 chodzili i inne maszyny rolnicze. Ludzie bojali się tamtędy chodzić.

Pijawne Polskie (gm. Nowinka): Na początku XX wieku moją matkę, a była jeszcze dziewczynką, wysłali rodzice z krowami pod las i długo po nią nie przyjeżdżali. Matka słuchała, czy nie jadą, ale usłyszała tętent koni z przeciwnej strony, z lasu, to przybliżał się, to oddalał. Bardzo się wtedy bała.

Promiski (gm. Augustów): Przy topoli motorem stali. Było sucho. Chlap, chlap, jakby coś po wodzie idzie, zapaliło światło, wiatr powiał, coś stuknęło w plecy, coś powiedziało : ?Nie idź!?, motor nie chciał zapalić.

Pruska (gm. Bargłów): Tam, gdzie był dwór i park, coś nocą straszyło. W alei lipowej słychać było nocą, jak łamali się drzewa. Rano żadnych szkód nie było widać.

Tobołowo (gm. Nowinka): Jak jechać z Kopanicy do Monkiń, w dołku coś straszyło. Ludzie do kościoła chodzili dalszą drogą, przez Danowskie.

Wolne (gm. Sztabin): Na Cygańskiej Górce coś straszyło.

Wólka Karwowska (gm. Bargłów): Na Wólce na drzewie był zawieszony krzyż. Niemcy chcieli wyrżnąć to drzewo, ale ten właściciel, na którego drzewie wisiał krzyż, mówił, że nie wolno wyrżnąć, bo tam Chrystus mieszka. Ktoś wyciął to drzewo i tam straszyło.

Źrobki (gm. Bargłów): Pod górą nad rzeczką, która nazywa się Słuczka, coś straszyło ? jakby człowiek szedł, to coś za nim też szło, czasem gadało.

XI. Cmentarze, miejsca nagłej śmierci, obecność śmierci

Augustów: A. Gdzie róg ulicy Waryńskiego i Bystrej, dawniej to była ulica Pierwsza, powiesił się człowiek. Matka widziała tam kilka razy, jak szła z ulicy Bystrej do rodziny, konia. Stawał jej w poprzek drogi, od płotu do płotu. Prosiła wtedy najbliższych sąsiadów o przeprowadzenie i ci wiedzieli, o co chodzi. Nie pomagały modlitwy.

B. Na rogatce od strony Białegostoku koło dróżnicówki stał taki dom z czerwonej cegły. Był tam, jak pamiętam, magazyn drogowców. W tej murowance powiesił się chłopak i straszyło. Wchodzono tam po narzędzia tylko w dzień.

C. Dziadek po wojnie pracował w milicji. Była jakaś walka w mieście i milicjantów pobili. Dziadek skrył się wtedy między tymi zabitymi w jakimś pomieszczeniu i nocował tam. Słyszał wtedy głosy tych zabitych, co mówili: ? ?Antek, co ty tu robisz? Ty tu nie możesz być z nami zabitymi!?.

D. Przy Poświętnej od Hożej trzeci albo czwarty dom, kiedyś ktoś się tam powiesił i nie dało [się] mieszkać w tym domu.

Ulica Poświętna lub Poświątna ? tradycyjna nazwa ulicy Księdza Skorupki. Od 1883 roku do okupacji hitlerowskiej w tym miejscu był szpital powiatowy.

Augustów/Żarnowo: Jedna rodzina żyła tak, że ojciec z córkami był w mieście, a matka pracowała w Żarnowie i tam też pozostawała. Ojciec jeździł do Żarnowa i raz, kiedy tam był, nagle zmarł. Córki w tym samym momencie słyszały, jak po mieszkaniu w Augustowie ktoś chodzi.

Bargłów (gm. loco): W miejscu, gdzie powiesił się jeden gospodarz, słyszano, jak chodziła arfa, której nie było.

Barszczowa Góra (gm. Nowinka): Jak był mały, spał u Dainiewiczów w drugą wojnę, to był 1943, dwanaście lat miał. Spał na podłodze. W nocy źle się poczuł i poczuł na piersiach ciężar, najpierw na nogi, a potem do góry szło. Patrzę, a to ludzka noga w skarpetce. Ścisnął za duży palec i to zelżało. Wcześniej zmarł stary Dainiewicz i on przychodził do córki, która miała kalekie nogi i spała w łóżku. Ja spał koło tego łóżka.

Biernatki (gm. Augustów): Kiedy wracało się nocą do Mazurk z zabaw w Biernatkach, które odbywały się w szkole, to wszyscy bali się przechodzić przez mostek na Prusce, bo tam straszyło. Kiedyś ktoś tam tragicznie zginął. Potem to jeszcze milicja się ustawiała i czekała na pijanych motorzystów, bo samochodu jeszcze nikt nie miał, i strach był jeszcze większy.

Bohatery Leśne Nowe (gm. Lipsk): A. Na moście na Perstuńce między Bohaterami a Wołkuszem około północy pojawiała się postać. Było to miejsce, gdzie zginęło dwoje dzieci.

B. Tu, gdzie kamień na granicy przy rzeczce, chłopca i dziewczynkę rozerwał granat. Oni się tu bawili. To było po wojnie. Byli z Bohaterów i nie byli rodzeństwem.

Bór (gm. Augustów): Niedaleko od krzyżówki w lasku, między Borem a Gabowymi Grądami troje ludzi się powiesiło. Dwóch mężczyzn i kobieta. Strach ogarnia, jak się tamtędy przechodzi.

Brzozówka (gm. Bargłów): Od strony Górskich w jednym miejscu wieszało się kilkoro ludzi, strach było tamtędy iść.

Czarniewo (gm. Sztabin): Straszyło za stodołą jednych gospodarzy. Byli tam pochowani Niemcy w pierwszą wojnę światową. Ich rodziny ciała później zabrały, ale coś pozostało.

Dreństwo (gm. Bargłów): Straszyło na początku wsi od strony Barszczy. Teraz stoi tam krzyż. Jest to miejsce dawnych mogiłek.

Gabowe Grądy (gm. Augustów): A. W rowie ruski leżał zabity i jak rodzina wróciła z Niemiec, to wzięli wór, zabrali to wszystko i szynelkę33, i czapkę z gwiazdą, i zawieźli koniem na cmentarz. Brat piaskiem trzy razy rzucił i się z ojcem przeżegnali. Ciotka Ania mówi, że śni się jej ten ruski, a koło tego rowu chodził jakiś chłop, od cmentarza do rowu. Dużo ludzi widziało to wieczorem. Tata mówi: ?Pojadę ja, sie rozglądnę?. Trawa była. On patrzy, kawałek szynelki leży, w tym klapa, a w niej mała ikonka. Ten ruski, to był starowier jak my. Po ikonce to było widać. Ojciec z bratem poszli, rozkopali trochę grobu i zakopali tą ikonkę z kawałkiem szyneli. I ten chłop przestał pokazywać się.

B. Jak my przyjechali z Niemiec, to chodzili na jagody do lasu. A tam dwa wojskowych leżało zabitych w okopach, już pognitych. Matka z córką te jagody zbierali, zmęczyli się i mówią: ?zjemy ten chleb i herbatę z liści jagód?. Siedli i jedzą. Wyskoczyło dwa bałwany i kołują. Takie białe, jakby cień. Matka mówi córce: ?Chodź dziecko stąd?. Oni odeszli, sie przeżegnali. Tam leżeli ci żołnierze. To było w dzień o dwunastej godzinie.

C. Moja siostra to widziała. W Obuchowiźnie było wesele, a nasza mama nie pozwoliła jej iść, a ona poszła z innymi dziećmi. Jak zaszli, to nikt nie chciał wracać i musiała sama wracać, bo się matki bała. Ktoś wtedy umarł na gruźlicę. Był to trzeci albo czwarty dzień po pogrzebie. Ona przechodziła koło cmentarza, a koło tego grobu biały słup stał i zaczął za nią iść. Ona się przestraszyła i zaczęła uciekać. To za nią. Myśli: ?za drzewo wejdę, to się rozbije?. Wpadła do domu i nie wie, co się z tym stało. Jeszcze matka ją pletką z wierzby splecioną pociągnęła ze dwa razy. Ta zemdlała, położyli ją w szlabanek i trzy tygodnie leżała.

D. Jak ja się rodziła, utopił się chłopiec dwuletni koło nas, ja jemu życie zabrała.

Siedemdziesięciosiedmioletnia informatorka jest w pełni przekonana o swojej winie, podczas opowiadania płakała.

Jabłońskie (gm. Augustów): Kiedy robiono w 1978?9 roku drogę przez wieś i kładziono asfalt, w jednym miejscu przekopano piasek i były tam kości po starym cmentarzu. Od tej pory nie ma w tym miejscu spokoju. Powiadają, że czasem nocą słychać tam tętent koni. To niedaleko od przystanku.

Jaminy (gm. Sztabin): A. Na Brodniej Górze stała stara sosna. Jak było powstanie 1863 roku, to wieszano na tej sośnie zdrajców. Teraz tam straszy.

B. Pasierbowie powiesili macochę, co była ze starowierów. Był tam prokurator i sądy. Potem tam straszyło: było stukanie i chodziła kobieta w welonie. Niektórzy czuli nawet powiew tego welonu. Dopiero jak sprowadzili ludzi z Gabowych Grądów, ci odcięli trupowi głowę i oczy przesypali makiem, przestało straszyć.

Jastrzębna (gm. Sztabin): Na Łysej Górze powiesił się dziedzic, bo chłopi się zbuntowali i nie przyszli do pracy w folwarku. Tam straszy.

Informacja nie dotyczy dziedzica, a dzierżawcy majątku majorackiego Antoniego Lubowidzkiego, który popełnił samobójstwo w 1857 roku. Inne wersje podają, że podciął sobie gardło brzytwą.

Jeziorki (gm. Augustów): Opowiadali u nas, że kiedy ktoś umiera, to dusza w nogach stoi. Był jeden z ludzi, który stawał w nogach każdego zmarłego i mówił, że widział te dusze.

Kolnica (gm. Augustów): Na Zielonym, tam gdzie za hrabiego Brzostowskiego była karczma, jakiś niepokój ludzi ogarniał. Powiadano, że dwóch ludzi się tam powiesiło. Od strony Kolnicy były tam bagna.

Komaszówka (gm. Augustów): Mój kolega z Komaszówki odwoził matkę do Promisk. Już noc była. On, jadąc przez las, zobaczył świetlistą postać klęczącą pod drzewem. Jak podjechał bliżej, poznał, że to zjawa i ma wygląd jego bliskiego kolegi, takiego przyjaciela. Ta postać klęcząc wisiała na sznurku na drzewie. Sznurek też świecił. Rano dowiedział się kolega, że jego przyjaciel powiesił się przez dziewczynę.

Krasnoborki (gm. Sztabin): Szła ze zmianek ze Sztabina koło miejsca, gdzie się ktoś powiesił. W momencie wiatr zawiał, mnie przewróciło, jak pozbierała się, wiatru nie było.

Lipówka (gm. Bargłów): G… z Jeziork zaczął żyć ze swoją bratową i razem w Lipówce zabili jej męża, a jego brata. Tam teraz straszy.

Macharce (gm. Płaska): Przy cmentarzu z pierwszej wojny straszyło. Taki jeden z Ma- charc szedł nocą i przy tym cmentarzu spotkał chłopa z Serskiego Lasu, co to już od dawna nie żył.

Motułka (gm. Sztabin): Przy zbiegu dróg stoją dwa krzyże, jeden oparty o brzozę. Tam, kiedyś dziecko miało umrzeć i był płacz tego dziecka.

Netta I (gm. Augustów): W Neckim Borku na drugiej górce od brzegu lasu wisi kapliczka na sośnie, a dalej rosła grusza, na której ktoś się powiesił i strach było tamtędy przechodzić.

Ostrowie Biebrzańskie (gm. Lipsk): Jeden gospodarz był na jarmarku w Lipsku i wracał nocą, bo zasiedział się w karczmie. Kiedy przejeżdżał koło bagna, wyszedł do niego elegancik. Konie przystanęły, a ten elegancik zaprosił gospodarza na wesele. Gospodarz zdziwił się, bo o żadnym weselu w okolicy nie słyszał i zapytał, czyje by to było. Elegancik wymienił jego sąsiadkę ? Maryśkę. Gospodarz poszedł za elegancikiem. Weszli do jakiejś sali, tam było dużo gości i biesiada, i była panna młoda ? owa Maryśka. Chłop przysiadł, ktoś niósł tacę z pączkami, więc on sięgnął i zjadł pączka. O świcie obudził się, siedząc przy bagnie. Wóz leżał rozkręcony częściami na bagnie. Gospodarz poszedł do domu i czekał, by nie było za wcześnie iść do sąsiadów. Wreszcie się tam wybrał i spotkał matkę Maryśki i mówi, że ma sprawę do niej. ? ?Maryśka śpi? ? ?To obudźcie ją?. Tak nalegał, że poszli na strych, ale Maryśka była powieszona.

Pieńki (gm. Bargłów): Na Barwiku sporo osób straciło życie, topili się. Jeden nawet zastrzelił się w łódce. Ludzie widzieli, jak wiatr od lasu szedł, drzewa się uginały, a z wody wychodziło dwoje dzieci i tańczyły na bagnie. Jak ktoś się do nich zbliżał, uciekały do wody.

Pijawne Małe (gm. Nowinka): Straszyło przy szosie suwalskiej. Jak ją poszerzano, to wykopano dużo kości ludzkich.

Rubcowo (gm. Płaska): A. Na wzgórku przy Żegarskich stał krzyż na pamiątkę śmierci dwóch braci. W okupację była w domu zabawa z dziewczynami, przyszli partyzanci, ostrzelali dom, młodzież zaczęła uciekać. Dwóch braci zabito na górce. Teraz tam czuć niepokój.

B. Tu, gdzie partyzanci zabili dwoje dzieci, braci Paszkiewiczów za ojca, jest plama krwi, która nie znika.

Sajenek ? Lejzorówka (gm. Augustów): Kiedy byłam młoda, zbierałam grzyby, bo na Lejzorówkę z Kolnicy, gdzie mieszkałam, było niedaleko. Przy niemieckich grobach zobaczyłam stojącego Niemca. To było po pierwszej wojnie. Niemiec był w mundurze i w hełmie z takim szpicem [pikielhaubą] na głowie. Przestraszyłam się i uciekłam.

Lejzorówka to była osada, składająca się z gajówki i rybakówki. Dziś to już tylko nazwa miejscowa, żadnych zabudowań tam nie ma. Niedaleko od niej został usytuowany, zachowany do dziś, cmentarz z walk 1914 i 1915 roku.

Skieblewo (gm. Lipsk): W dawnych czasach jeden człowiek ze wsi powiesił się. Jak wiadomo, człowiek, który popełnia samobójstwo, jest potępiony. Tak było i z tym wisielcem. Jakiś czas po pogrzebie zaczął się pokazywać ludziom jako dusza pokutująca. Jedni go widzieli, jak wielkimi mrozami chodził po świecie i szukał ciepłego schronienia, drudzy, jak jeździł nocami wierzchem na białym koniu, a jeszcze inni, jak stał po drzewem, drżał z zimna i głośno płakał. Sąsiedzi zbierali się i radzili, jak mu pomóc w odbywaniu pokuty. Jeden powiedział, że trzeba ciało odkopać, odciąć głowę i położyć między nogami, tak by jej nie dostał rękami. Tak też uczynili i od tego czasu przestało straszyć. Ale po pewnym czasie przyśnił się wisielec temu człowiekowi, co odcinał głowę, i powiedział, że źle zrobił, i powiedział: ?miałem jeszcze jeden miesiąc pokuty, a potem byłbym szczęśliwy, a teraz muszę jeszcze długo pokutować na tamtym świecie, bo jeden miesiąc na tym świecie to tyle, co setki lat na tamtym.

Sosnowo (gm. Sztabin): W szkole w Sosnowie straszyło. Tam popełniła samobójstwo nauczycielka w okresie międzywojennym, ale nikt w to nie wierzy.

Strzelcowizna (gm. Płaska): W Strzelcowiznie od strony Głębokiego Brodu straszyło. Syn leśniczego bawił się w okopach i powyciągał dużo ludzkich czaszek. Było to zaraz po drugiej wojnie. Wystawił te czaszki koło domu i tam potem straszyło, zwalało ludzi z rowerów, w domu biło talerze. Poproszono księdza z Karolina, odprawił mszę, chłopak czaszki musiał odnieść tam, skąd je wygrzebał.

Szczebra (gm. Nowinka): Na miejscu straceń w Szczebrze duchy wychodzili w białych chustach i miały wiązane sandały. Potem powstawała mgła i one z powrotem ginęli.

Szczepki (gm. Nowinka): W pobliżu pięknej willi pokazywała się długo zmarła przed drugą wojną jedna z mieszkanek tej willi. Było tam bagienko, na którym wiele osób ją widziało. Jak zmarł po drugiej wojnie jej brat, to jego wielki pies zaczął wyć, potem odszedł do lasku na bagienku, niedaleko od willi, i przepadł na zawsze.

Topiłówka (gm. Nowinka): Koło Żelaznego Mostku powiesił się człowiek. Obawiano się tego miejsca.

Wólka Karwowska (gm. Bargłów): Przy cmentarzu jest droga, która prowadzi do wsi. Tam wychodziła na tę drogę z cmentarza biała postać.

Źrobki (gm. Bargłów): Góra, w której jest żwirownia nie ma nazwy. Rosła na niej kiedyś jeglaśka i były mogiły z pierwszej wojny, a może i wcześniejsze. Coś tam straszyło.

XII. Dzieci niechrzczone

Bargłówka (gm. Bargłów): Na Górze Masłowskiego straszyło. Słychać było płacz dziecka. Czasem jakiś pies przebiegał tamtędy.

Mikaszówka (gm. Płaska): Na Łysej Górze straszyło. Słychać było płacz dziecka. Ludzie wezwali księdza, on zapytał, o co chodzi. Głos powiedział, że jest niechrzczony. Ksiądz ochrzcił ducha i nadał mu imię, i postawił krzyż w tym miejscu.

Netta Folwark (gm. Augustów): Kiedyś panna służąca z dworu chodziła w ciąży. Urodziła w stodole, ze słomy zrobiła pętlę i udusiła dziecko. Od tej pory jak ktoś tam nocą się pojawiał, to toczył się za nim kul słomy.

Rogożyn Stary (gm. Lipsk): Przy drodze słychać było płacz dziecka.

Sajenek (m. Augustów): W uroczysku Stara Ruda słychać było płacz i jęki dziecięce. Prawdopodobnie były to duchy niechrzczonych niewiniątek. Jeden z chłopów nie wytrzymał, zebrał się na odwagę, poszedł nocą do uroczyska i święconą wodą ochrzcił duchy. Przestało straszyć.

Topiłówka (gm. Augustów): Pod Pieckiem, który niektórzy nazywają Pieczyskiem, kiedyś słychać było płacz dziecka. Mężczyźni rozkopali to miejsce i znaleźli ludzkie kości.

Piecek, Pieczysko ? miejsce smolarni, działającej już XVII wieku, która pracowała jeszcze w końcu XIX wieku.

XIII. Mary

Pruska (gm. Bargłów): Ojciec za młodu chodził do dziewczyny do Pruski. Raz noc go zastała, nie chciało mu się wracać do domu i przysnął przy piecu. Nocą przebudziły go głosy, usłyszał: ?Tobie to dobrze, pójdziesz do łoża, masz ciepło, włosy posplatasz, a ja muszę po drzewach chodzić, gałęzie łamać, przyjdę do domu, jeszcze w piecu zimno?. Drugi głos odpowiedział: ?O, widzisz, to wina ojców, kum był pijany, kumowa pijana i przy chrzcie zamiast powiedzieć ?wiary?, powiedzieli ?mary?. Rano młodzieniec opowiedział ojcu dziewczyny, co słyszał i jak jego córka jako mara chodzi po drzewach. Umówili się. Chłopak powiedział do dziewczyny: ?Chodź ze mną na spacer? i zaprowadził ją do księdza. Tam ją chrzcili na nowo i nie zapomnieli, by powiedziała: ?potrzebuję wiary?.

Szczeberka (gm. Nowinka): Marami były dwie umarłe kobiety, spowinowacone ze sobą i żyjące w tym samym domu. One się za życia bardzo kłóciły. Po ich śmierci w tym domu coś hałasowało, przesuwało sprzęty. Wielu ludzi tego doznało i pamięta, bo to było po drugiej wojnie światowej. Dawano na msze, wreszcie przestało straszyć.

XIV. Przekleństwo

Augustów (miasto): Wiecie Państwo, w Augustowie rządzi diabeł. Dam Wam na to dowód. Było tak, że sądziłem sprawę między sąsiadami z ulicy Krakowskiej. Kobieta podała, że w czasie okupacji sprzedała pas ziemi z podwórka sąsiadowi, ale on nie wywiązał się z umowy i nie zapłacił jej za ziemię, którą zajął. Pytam mężczyzny, jak to było, a on powiedział, że zapłacił i ma na to świadków. Odroczyłem więc sprawę i podałem owych świadków. Zebrali się wszyscy na rozprawę. Kobieta była sama, jej sąsiad w towarzystwie dwóch świadków. Wszyscy złożyli przysięgę na Pismo Święte34. Miałem jakieś głębokie przekonanie, że prawdę mówi kobieta, ale świadkowie opowiedzieli, że widzieli, jak ich znajomy płacił za ziemię. Nic nie mogłem zrobić. Zakończyłem sprawę i patrzę, co się dalej dzieje. Kobieta stanęła w przejściu przy drzwiach i mówi do swojego wychodzącego sąsiada: ?Tobie już nic nie pomoże, idź i żyj jak potrafisz z tym kłamstwem?. Do pierwszego świadka usłyszałem jak mówi : ?A pan, panie Z… za to, żeś fałszywie przysięgał na Pismo Święte będziesz głuchy jak pień?. Do drugiego świadka powiedziała: ?A pan, panie W…, nie będziesz chodzić o własnych nogach?. Minęło ze dwadzieścia lat. Idę kiedyś przez rynek i patrzę, jakiś mężczyzna siedzi w wózku inwalidzkim, podchodzę bliżej i poznaję! ?Co się stało panie W…? ? pytam. ?Ech, panie sędzio, przechodziłem przez tory na dworcu w Białymstoku, widziałem jak jechał pociąg, chciałem odskoczyć, ale coś mi nie dawało … straciłem obydwie nogi?. Dziwne wrażenie! Włosy zjeżyły mi się na głowie, bo stanął mi w oczach obraz tamtej rozprawy z pięć- dziesiątych lat. Pytam więc jeszcze: ?Panie W…, a co się dzieje z pana znajomym, panem Z…?? ?E, panie, on głuchy jak pień!?. Bo to diabeł namawiał do krzywoprzysięstwa.

Jaminy (gm. Sztabin): Jedni ludzie mieli długi. Chcieli [urzędnicy] ich zlicytować i oni swój dom przepisali na starego człowieka i ten nie chciał [potem] im go oddać. Poszedł do niego prosić ksiądz, ale tego księdza wyrzucił. W niedługim czasie przygniótł go na śmierć wóz z sianem.

Mikaszówka (gm. Płaska): Patrz rozdział VII.

Szczepki (gm. Nowinka): W najlepszym budynku, gdzie żyła rodzina gospodarskich i bogatych rolników, zamieszkał ksiądz. Gospodarze byli przesadnie czyści i bali się zarazków […] [w rodzinie było przeczulenie na tle gruźlicy]. Ksiądz hodował indyki, które paskudziły podwórko. Wiecznie były kłótnie o te indyki, i kiedy gospodarze zarządzili, by ksiądz ich się pozbył, albo opuścił ich dom, ten rzucił na nich klątwę, by ich ród zaginął. I tak się stało.

XV. Wilkołaki

Gruszki (gm. Płaska): Babcia opowiadała o wilkołakach. Wilkołak to jest taki wilk, który miesza się z jakimś diabłem i podchodzi do wiosek, by czynić zło.

Opowieści o wilkołakach, popularne w innych częściach naszego kraju, na co wskazuje zapis w ?Encyklopedii Staropolskiej Zygmunta Glogera?35, nie zostały tu zauważone. Nie notuje ich Oskar Kolberg36. My natrafiliśmy tylko na tę jedną.

XVI. Czary i lecznictwo

Augustów (miasto): A. Dziesik, chiba na Barakach, była kobieta, taka, co jona potrafiła mleko krowom zabrać, nawet księdzowym! Przygnali je z łąki. Gospodyni je doić, a tu krew z wymion leciała, mleka nie było! A ta baba to potrafiła fartuch powiesić, usiąść na stołecku i z tych końcow fartucha wiadro mleka udoić! Trzeba było z nio ostroznie, zeb nie podpaść, bo jona wsio potrafiła zacarować.

B. Taka jedna była, co to potrafiła nie wiedomo od kogo mleko zabrać i masła narobiła kiedyści. Jekiści chłop do nie przysed a jona to masło postawiła na stoł, a ten chłop popatrzał na to masło, tak jono sie rozpadło. A ten chłop gada: ? A to mleko od mysy, a to od kozy, a to mleko od sucki?. I taki był carodziej, co wiedział!

Opowieści o odbieraniu mleka odnotował na naszym terenie już Oskar Kolberg w połowie XIX wieku37.

C. Znachorem był droznik z kosarki. Ciotka moja opowiadała, że jej syn sikał do łozka. Cego? A bo jona go wystrasyła! Jona zamiast go w kąpieli spłukać ciepłą wodą, to zimną podała … i sikał do łozka! I co robić?! Biedowała, bo chłopak miał z siedem lat. A ten droznik mówi: ?A wy nie biedujcie, wy jego przyprowadźcie do mnie, ale dobrze by było tak gdzieś ze wschodem słonka, a tu na ten most na Bystrym Kanale, bede cekał?. I zaradna ciotka tam posła z synem. Droznik cekał, miał taki jakiści kawałek, wywiercił świdrem dziure w tem moście, w balu, kazał temu chłopcu w te dziure nasikać i tem kołkiem osinowym, co go miał, zabił te dziure. ?Jus ty ? gada ? chłopiec nie bedzies sikał!?. I jek ręką odjęło! Od tej pory on ani razu nie zesikał się do łozka.

D. Najgorzej było z Cygankami, co to ostude potrafiły rzucić! To jus potem trzeba było iść do znachorki, co zamawiała38. Na Barakach była taka kobieta. Parzyła tam jakieści zioła. Od rózy tez dawała gotowy napar do picia i … pomagało! Powiedziane było jesce, jek to trzeba pić, o jekiej porze i to miało wtedy pomóc.

E. Taka kobieta co się pierze, po klimakterium, to najlepsza do ziół. To jej zioła były zawsze najbardziej pomocne, jej ręką zebrane. Albo dziewczynka, taka młoda, jeszcze przed dojrzewaniem. A już takie te kobiety, a szczególnie jak miała swój czas, to nie. Kapusty też nie mogły wtedy kisić, bo ta kapusta będzie śmierdzieć! W takim okresie to kobieta przebywała w domu u siebie.

F. Kobieta rodzi dziecko, no dobrze! Czasami była i ta akuszerka, ale najczęściej znająca babka przyjmowała poród. Ale ona była rzeczywiście znająca, bo wiadomo, jak to po porodzie, różnie to było. Ażeby, tak mówiono, oczyściła szybciej ta kobieta, to już taka babka robiła dziewięciorkę. Ona wiedziała, jakie zioła potrzebne są. To był spirytus, miód i dziewięć ziół ona naparzy, tam wchodził kwiat lipy, ale co tam jeszcze, to już nie wiem, babki strzegły swoich tajemnic. Przynosiła babka taką buteluśkę do tej położnicy: ?macie tu kochana buteluśkie, weźcie sobie albo za łożko postawcie, albo tu dzieści pod podusko, tylko nikomu nie dawajcie i wy tak sobie, o!, wypijcie!?. To było na krążenie i w razie, gdyby skrzepy jakie powstawały. To był pierwszorzędny lek! Ta kobieta leżąc to dostanie kolorów i kto powie, że to położnica? Taka znająca babka była na wieś albo kilka wiosek. No, jeżeli to normalny poród, to ona dawała sobie radę, a jeżeli były jakieś komplikacje, to niestety! To już taka babka mówiła: ?Kochane, sie modlijcie, bo ja tu jus nic nie zrobie, to tylko sam Pan Bóg moze cości zrobić!?.

Przepis na trojankę, tu nazywaną dziewięciorką, podaje Oskar Kolberg39.

G. Zamawiano rozmaicie. Jak wystraszony dzieciak, to wtedy jeżeli było wiadomo, kto wystraszył, to jeżeli pies, trzeba było trochę sierści od tego psa, węgielki i jakaś tam stara miska. Tam kładziono te drzewne węgle, ale już rozpalone, sypano na to z wianuszków te zioła i koniecznie trzeba było tę sierść. Wianki były święcone na zakończenie oktawy Bożego Ciała, były przeważnie z macierzanki, koniczyny, ale i z in- nych kwiatów. Nieraz okadzano, jek jakaś inna choroba była, to był środek na wszystko, ale od wystraszenia to obowiązkowo! Jeżeli ktoś z rodzeństwa przestraszył, to odcinano pukiel włosów i wrzucano na miskę. Dookoła to dziecko tym dymem kadzono, a jeszcze coś tam szeptucha rzuciła, czasem modlitwy, ale to trudno pojąć. Jeszcze czasem rzucano do tego ognia szczyptę wosku z gromnicy. Jeżeli nie [było] wiadomo, kto przestraszył, to dawano jercik włosów od kogoś, kto miał kręcone (bo ten, kto miał takie włosy był jerchaty i miał jerchy lub jerziki)40.

H. Na zęby parzono korę dębową, bo wtedy zęby ?zadębieją? i płukanie było.

I. Na miejsca oparzone sodę sypano, białkiem smarowano. Na naryw to przeważnie razowy chleb trzeba było żuć, położyć tego chleba na bolące miejsce i owinąć. Liście babki przykładano, a jak głowa bolała, to stosowano okłady z łopianem na całą głowę.

J. Jak dzieciak był chory, to babka znająca przychodziła. Matka prosiła: ?Babko zmierzcie, może jon chibnięty, becy i becy, chyba chibnięty?. Po wykąpaniu tego dziecka, babka brała za lewy łokieć i prawe kolano i dzieciaka mierzyła, a potem z kolei na odwrót ? prawy łokieć i lewe kolano. Tak parę razy tego dzieciaka zmierzyła i jemu piersi odciągnęła takim masażem. ? ?Nie, wiecie, nie schibnięty!?. Ja na to patrzyłam41. To schibnięcie było takie popularne.

K. Moja matka leczyła u dzieci zapalenie płuc czy zapalenie oskrzeli. To już tam te sąsiadki czy ciotki, co miały małe dzieci, przychodziły. ? ?Fela, chodź, zlitujsie, zobac coś ten nas Heniuś taki chory, taki cięzar o tu ma!? . Mama szła, obsłuchiwała, stawiała bańki i zwykle pomagało. Po bańkach nacierała jakimś tłuszczem, bo to nieraz aż krwawe kółka występowały. Potem terpentyną albo smalcem z czosnkiem smarowała te dzieci.

L. Przeważnie babcia, jak dzieciak był ?becuscy?, to babcia się obejrzy, makowinkow zaparzy i dzieciakowi pare łyzeckow do dzioba i on śpi 24 godziny. Tak było! Tylko że to już raczej matki uważały, że jak jakaś tam babcia do tego się przyczyniła, to dostawała sztorcowanie nieliche. Jednak zdawali sobie ludzie sprawę, że to jest coś niedobrego, ?a potem bedzie taki pejko nie wiadomo i co, albo memej?.

Bór (gm. Augustów): A. Były starowierki leczące od ukąszenia żmij. Dziadka kolegę ukąsiła żmija i już tak spuchł, że język nie mieścił mu się w gębie. Zawiózł go dziadek do starowierki. Ona postawiła wiadro z wodą, temu mężczyźnie chustką nakryła głowę, kazała mu się pochylić nad wiadrem i patrzeć w wodę, kiedy się zacznie sama kręcić i zaczęła mówić jakieś zaklęcia szeptem. On patrzył, patrzył i zobaczył, że woda kręci się w wiadrze, chrząknął, bo mówić nie mógł. Ta kobieta nabrała z tego wiadra wody, nalała mu na język i ten język zaczął się zmniejszać i chłop odzyskał zdrowie.

B. W tych wsiach [Bór i Gabowe Grądy] było troje zamawiających od ukąszenia żmij. Mężczyzna i dwie kobiety.

Gabowe Grądy (gm. Augustów): A. Od ukąszenia żmii zamawiała Siemiejczycha [żona Siemiejona]. Zamawiała przed wojną i po wojnie. Przyjmowała też porody w pięć- dziesiątych latach. Jechali koniami po mech. Konie się zatrzymali, bo żmija była na drodze. Dziadek chciał tą żmiję zabić, a ta Siemiejczycha po tej żmii piaskiem posypała, wzięła ją w ręce i dwa razy nią dziadka uderzyła. Żmija się nie ruszała, a ona nie pozwoliła jej zabić.

B. U nas krowę doili, w trzech cyckach było mleko, w jednej nie. Myśleli: ?co to??, aż gajowy zauważył: ?owije się koło nogi żmija i wyssie mleko?. Ten gajowy pociął tę żmiję szpadlem na kawałki. Sąsiad złościł się na gajowego, że zabił jego ?chazjajna?42. Gajowy mówi: ?To, czego on twoich krów nie doił?. Ten odpowiada: ?bo swojego on nie ruszy?. Ale to nie był wąż, który gryzie.

C. Siemiejczycha zbierała piołun, serdecznik, waleriankę, buberek43, żywokost (to nim rany leczyli), dziurawiec (od wątroby). Siemiejczycha żyła ze sto lat. Polazła pod stół po miseczkę kotki, tam padła, wyciągnęli ją, położyli na szlabanek. Po trzech dniach wstała i opowiadała, że swoich zmarłych widziała ? męża, syna, córkę. Zjadła, położyła się i zmarła. Mówili o niej: ? Czy grzeszna, czy święta??.

D. Zamawiał też mój dziadek, jak ktoś urzekł. Karmiłam dziecko piersią i jeden przyszedł, co ojcu włosy obcinał, ja pierś wyjęłam i mleko chlusnęło. Ten się zadziwił: ?ile ty masz mleka!?. Jak on wyszedł, to pierś spuchła i była czerwona. Ojciec zawołał dziadka. Dziadek wziął spod płyty popiołu, wodą polał, coś poszeptał i kazał zmyć tą wodą pierś. Dziadek poszedł i ja już z łóżka wstała i chodziła. Ten człowiek urzekł, bo powiedział w niedobrą minutę. Gdyby zaszło słońce, to by już zamawianie nie pomogło.

E. Kołtun ludziom i grzywy koniom jakaś mara plątała. Mówili, że jak obetniesz ten kołtun, to pokręci, ale to nieprawda. Tata z J… zaszli do kobiety, a ona miała kołtun. J… mówi: ?daj to zetniem?, a ona ?nie, bo mnie pokręci?. J… ? ?a umiem zamawiać? (a nic nie umiał). Wymył głowę tej kobiecie, a wszy tam byli, ściął jej włosy, wysmarował masłem, bo byli rany, ona mu coś dużo zapłaciła. I nikogo nie pokręciło. Potem, kiedy go spotkała, to mu dziękowała. Potem jechali do niego diabeł wie skąd, żeby kołtuny zamawiał i płacili mu, a on nie umiał zamawiać, tylko mył i obcinał44.

Jaczniki (gm. Lipsk): Przed drugą wojną chodziła kobieta tam, gdzie była młocka i z ziarna wybierała sporysz. Mówiono, że była z Gruszek i że spędzała płody kobietom tym sporyszem.

Osowy Grąd (gm. Augustów): A. Dawniej leczeniem zajmowały się babki. Stosowano pijawki. Od ukąszenia żmii krowę leczono machorką. Gotowano liście, pito i okładano nimi ranę. Przed wojną wyleczono tak krowę.

B. W czasie pierwszej wojny, jak były epidemie, sołtys miał prawo sprawdzać kieszenie i jeżeli kto nie miał czosnku, można było go karać.

Studzieniczna (m. Augustów): Patrz rozdział VII.

Szczebra (gm. Nowinka): Przed drugą wojną chyba, kobietę ukąsiła żmija i poszła do takiej, co zamawiała. Znachorka zamówiła na rok. Dochodził koniec roku i ta ukąszona mówi ? ?co ona tam wie, mija rok a ja żyję!?. Nie przyszła godzina ukąszenia i ta kobieta umarła.

Tajno Łanowe (gm. Bargłów): A. Znachorami byli Skowrońscy, ojciec i syn. Leczyli ludzi i zwierzęta. Głównie składali kości. Przyjeżdżali tu ludzie aż spod Królewca. Dziadek był znachorem na całą okolicę. Składał kości i leczył sam z siebie. Wypadków było dużo, bo ludzie zaczynali kupować maszyny rolnicze [przełom XIX i XX wieku]. Dziadek składał kości, wiązał pasami płótna i chory musiał długo leżeć w opatrunkach. Ale ludzie tańcowali zaraz po tej operacji. Jedna dziewczynka przeciągnęła się, wyciągnęła ręce i nie mogła ich opuścić. Dziadek przestraszył dziewczynkę i ona ręce opuściła.

B. Ludzie wierzyli w uroki, bo jak tu nie wierzyć! Idą krowy z pastwiska. Idzie krowa Skowrońskich na przodku. Jedna babka z sąsiedztwa mówi: ?O, jaka fajna krowa idzie!?. Ta krowa położyła się na drodze i ani rusz. Babce dano znać. Ona wzięła sznurek i poszła po krowę. Babka odwróciła się, zdjęła koszulę, odwróciła ją na lewą stronę i tą koszulą ?posmarowała? krowę od ogona do głowy. Krowa wstała i przyszła do obory.

Wołkusz (gm. Lipsk): A. Chłopiec przywieziony ze Skieblewa biały był, wyrzuty miał [wypryski skórne], miał z dwanaście, trzynaście lat. Na bagnach żmija go ukąsiła. Przed zachodem słońca wodę zdrojową przynieśli, chleb, były szeptania, żegnania się i Bagiński (potem był gajowym) dawał pić, łamał kruszynki i modlił się, dawał pić. Zamawiał od wężów, wścieklizny i swoją wiedzę mógł tylko jednemu przekazać.

B. Jak w piersiach boli, to leczyli się ludzie walerianą, myli, skrobali korzenie i zalewali wódką. Jak brzuch boli, to z trzech wieprzy słoninę na patelni napioką, mlekiem zaleją i dają pić, to się trojanka nazywa. To gospodynie od różnych sąsiadek brały słoninę. Ludzie pili piołun od bólu brzucha. Matka piła wraźnik od przepukliny, bo na operację nie było stać45. Od zamawiania był Bagiński, gajowy, dużo lat nie żyje, on od żmii zamawiał i od róży, i jakiści trąd na ciele. Moja siostra miała na ręce wrzód, a potem taki trąd, on coś na płótnie napisał i ona tym płótnem zawijała rękę. Porody odbierała babka w Bohaterach. To była Hapunka. Dobrze odbierała, jeszcze w pięćdziesiątych latach [XX wieku].

Żarnowo (gm. Augustów): W XIX wieku46 choroba hiszpanka była to kara od Boga. Ludzie wykonali krzyż, pod krzyż zrobili dół, gdzie złożyli wiele darów. Ale jeden wrzucił zdechłego psa. Po tym czynie choroba nasiliła się. Dół odkopano, psa wyrzucono i choroba wygasła.

XVII. Lewitacje, przemieszczenia

  

Augustów (miasto): Było to w sześćdziesiątych latach XX wieku. Znajomy szedł z kościoła po nabożeństwie majowym. Zaczęło się zmierzchać i on zobaczył, że człowiek idący przed nim ulicą Kilińskiego nie skręca do ulicy Mostowej, tylko idzie dalej nad rzekę. Znajomy przystanął zdziwiony i patrzy, a ten człowiek szedł po wodzie na drugą stronę.

Białobrzegi (gm. Augustów): Za jednego chłopa z Białobrzeg wyszła panna. Jej rodzina to ludzie przekuratne47 i tego chłopa nie uważali48, bo był biedny, a ona miała pole. Ale jek ona umierała, to prosiła męża, by był przy niej. Długo umierała ? od wiosny do jesieni. Wreszcie jej stryj postanowił ją poświęcić święconą wodą, to może szybciej umrze. Kiedy ten stryj kropił święconą wodą, to mąż jej zauważył, że stryj płynie w powietrzu. Przestraszył się i uciekł. Na drugi dzień stryj opowiadał, że jek święcił, to go coś nosiło po domu, a potem wyrzuciło na dwór i rzuciło o ziemię.

Krasne (gm. Lipsk): Na uroczysku Okrągły Borek stary pastuch pasł w lesie krowy z całej wsi. Raz wieczorem zauważył, że w stadzie brak jednej sztuki. Stado wysłał z pomocnikiem do wsi, a sam wrócił szukać krowy, by jej wilki nie zagryźli. Podłożył drzewa do ogniska i udawał krowi ryk. Z oddali też odezwał się ryk. Szedł tam w tym kierunku i słyszał go coraz bliżej, potem słyszał kroki, ale nie zwierzęce, tylko jakby człowieka. Przestraszył się i zaczął uciekać i zobaczył ognisko, a przy nim człowieka, w którym rozpoznał właściciela krowy. Zapytał, czy on przyszedł jej szukać, ale ten nie odpowiedział. Jeszcze próbował zagadywać, ale tamten nic. Wtedy wrócił do wsi, zaszedł do domu tego gospodarza od krowy, ale on spał i nigdzie nie wychodził. Następnego dnia, jak gonił krowy, nie było śladu po ognisku i krowę odnalazł.

XVIII. Boska ochrona

Jaminy (gm. Sztabin): Przy drodze z Jamin na Wrotki, w miejscu zwanym Łubianka, stoi figura Matki Boskiej. Żołnierze rosyjscy w drugą wojnę strzelali do niej, ale nie dali rady jej rozwalić. Do tej pory są ślady po strzałach.

Wrotki (gm. Sztabin): Przy szosie od strony Kopca stała stara sosna. Nie wiem, czy jeszcze teraz ona stoi49. Wisiała na niej kapliczka. Raz piorun uderzył w sosnę, ale poszedł tak do ziemi, że kapliczkę dziwnie bokiem ominął. To było gdzieś w drugą wojnę. Długo potem stała jeszcze sosna z kapliczką.

Żarnowo (gm. Augustów): Tam, gdzie zabytkowa kapliczka z 1859 roku, rosło wcześniej wielkie drzewo. Ludzie idący tamtędy zauważyli świetlisty krzyż na tym drzewie i na tę pamiątkę pobudowali kapliczkę w tym miejscu.

XIX. Strachy zdekonspirowane

Często rozmawiający z nami patrzyli na nas błagalnie i mówili: ?Nie piszcie tych głupot, to kłamstwo i zabobony. Nie ma ani duchów, ani strachów? i niekiedy dawali na to przykłady.

Augustów (miasto): Straszyło w Starej Łaźni przy ulicy Młyńskiej. Później były w niej instytucje oświatowe [szkoła, dom kultury dzieci i młodzieży, biblioteka pedagogiczna…]. Na pierwszym piętrze budynku słychać było czasem różne odgłosy, kroki, uderzenia, sypanie się. Słychać je było, kiedy była cisza wokół, nikogo poza informatorami w budynku nie było. Zdarzyło się to jednej z pracownic, która przychodziła tu w sobotę rano ? usłyszała stukanie na piętrze. Przestraszona wyszła na dwór i zobaczyła kobietę idącą w butach na wysokich obcasach, i stąd pochodziło stukanie. Innym razem słychać było człapanie. Zdarzało się też, że kiedy pracownice otwierały drzwi wejściowe, z wewnątrz słychać było muzykę, cichą ale wyraźną, a żadne urządzenie nie było włączone. Wszystkie te akustyczne niespodzianki zakończyły się, gdy obok, na pustej drugiej działce stanął duży dom.

Białobrzegi (gm. Augustów): Jeden chłop z Ponizia z córką sprzedali furę siana i upili się. Nocą wracali do domu przez Olszowe Bagno. Wszyscy mówili, że straszył tam diabeł, żegnali się w tym miejscu znakiem krzyża, mówili pacierze i każdy się bał. Chłopi odważniejsi skakali po kępach i szukali tego diabła, nawet zaszli na sam środek bagna i znaleźli koński nawóz. Pomyśleli, że koń tu nie mógł dojść, więc był diabeł. Ale to wrona nawóz przyniosła na kępę. Przy tym chłopie z córką diabeł wyszedł z bagna, wziął konie ze sztolki50 i wóz prowadzi w bagno. Chłop zeskoczył z wozu, diabła za chabory, pętlę mu na szyję zaczepił i córce kazał gonić konie. Podjechali do wioski z wrzaskiem, że przywieźli diabła. Na pętli wisiał martwy, znany wszystkim wędrowny tkacz dywanów. To było przed pierwszą wojną.

Cisówek (gm. Nowinka): Nad Szczeberką od strony Kuriank mieszkali bezziemne w małych chatkach. Po robocie w lesie mieli jeszcze dużo czasu i wtedy wymyślali różne hece, straszyli, udawali duchy.

Gabowe Grądy (gm. Augustów): Dziadek wyszkę51 pilnował, bo mu płacili, by się las nie palił. I widział, jak nad mogiłą stał biały słup, wiatr wiał i pomalutku to rozwiał. Ale to nie duchy, to tak jest! To było wieczorem, bo w dzień tego nie byłoby widać.

Jaziewo (gm. Sztabin): Straszyło na Stromych Górkach. Byłem podrostkiem, to był rok chyba 1936. Kupiliśmy z ojcem krowę w Janówku. Była późna jesień. Ojciec pojechał wcześniej miejsce krowie w oborze przygotować. Sam krowę prowadziłem po ciemku. Na Stromych Górkach położyła się i ryczy. Proszę ją, a ona nic. Słyszę nagle ryk wielki od strony Jaziewa i coś pełza po ziemi. Potem ten ryk na mnie wpadł i przewrócił mnie. Myślę ? diabeł na mnie leży! Mało nie umarłem [ze strachu]! A to było tak, że w Jaziewie uprawiano wtedy tytoń i ci, co go sadzili, kupili motor dla instruktora tabacznego. Motor był bez świateł i instruktor, jadąc do domu, niewiele widział. Jechał wolno i pochylony wypatrywał drogi, i na Stromych Górkach wjechał na mnie, i chyba jeszcze bardziej przestraszył się, bo wiedział, że tam straszy, a jeszcze krowa ryczy w środku lasu, i nie wiadomo skąd.

Kolnica (gm. Augustów): W majątku dziedzic kupił traktor na gaz drzewny, ale ludzie się go bali, uciekali przed nim i krzyczeli, że to antychryst jedzie z piecem ognistym i będzie koniec świata. Pan sprzedał ten traktor i kupił traktor na ropę. To było niedługo przed drugą wojną.

Netta I (gm. Augustów): W Neckim Borku, na drugiej górce od brzegu lasu wisi kapliczka na sośnie, a dalej rosła grusza, na której ktoś się powiesił i strach było tamtędy przechodzić. Wracałem wieczorem w wigilię z Augustowa do domu, a był to rok pięćdziesiąty któryś. Patrzę, w tym miejscu coś czarnego leży na drodze. Myślę ? dzik albo wilk, bo dużo ich wtedy było. To przyśpieszyłem, ale to też wstało i idzie za mną, skręciłem, to też skręciło i padło na drogę i przerażone odezwało się: ?Pomóż!?. Przemogłem strach, podszedłem i patrzę, a to mój sąsiad spod lasu jeszcze bardziej pijany i bojący się duchów.

Górskie, przysiółek Rafałówki (gm. Bargłów): Duchy w dworze straszyły, bo nabywca resztówki po majątku roznosił te wieści, bo ludzie kradli mu owoce z sadu.

Lipsk (gm. loco): U S… przy ulicy Lipowej w domu na ścianie krzyżyk chodził, ale jak gospodarz wyszedł z domu. Potem ludzie zauważyli, że krzyżyk był metalowy, a gospodarz na zewnątrz drewnianej ściany przesuwał magnesem. Było to w latach sześćdziesiątych [XX wieku].

Rzepiski (gm. Augustów): Przy końcu wsi, tam gdzie wielki stary dąb, pod Komaszówką, straszyło. Potem dociekliwi podpatrzyli, że jest to ulubione miejsce kruków, które iskając się wydawały twardymi dziobami odgłosy obce dla ludzi. Natomiast na początku wsi, od strony Kolnicy, w jednym domu miało straszyć, ale tam na strychu puszczyk zamieszkał.

Studzieniczna (m. Augustów): Za cara to było. Służąca księdza chciała zrobić cud. Z rąk Matki Boskiej na obrazie leciały iskry. Zbierali się ludzie i oglądali. Przybyli też oficerowie rosyjscy, popatrzyli i kazali zabić deskami okno przed słońcem. Skończył się cud. Służąca do cudu używała lusterka.

Tajno Stare (gm. Bargłów): Moi koledzy zabawiali się w straszenie. Był tam grób dziewczyny, która popełniła samobójstwo. Koło drogi był. Zaczaiło się kilku na swojego kolegę, który zwykle od dziewczyny wracał nad ranem. Jeden położył się w prześcieradle na tym grobie i, jak ten kawaler nadchodził, zaczął podnosić się. Ten chłopak jak oszalały popędził i narobił hałasu we wsi krzycząc, że ta dziewczyna z grobu wychodzi. O, takie strachy były!

PODSUMOWANIE:

Przedstawiony materiał wymaga dokładniejszego opracowania etnograficznego, socjologicznego, badań porównawczych. Opisywany teren jest pograniczem kultur i religii, dlatego spotyka się mozaikę przesądów i zwyczajów. Dostrzega się też ciekawe zjawisko, że twórczość ustna podlega ciągłemu rozwojowi, jest wciąż żywa. Naszymi informatorami bywali ludzie także stosunkowo młodzi. Tradycja ta jest stale uzupełniana opowieściami z własnych przeżyć.

Źródło: http://www.astn.pl

 Święte Miejsce

Uroczysko Święte Miejsce – polana nad rzeką Rospudą, na skraju Puszczy Augustowskiej, na północny zachód od Augustowa. Obok ujście rzeczki Jałówki, odprowadzającej wody z pobliskiego jeziora Jałowo. Starodawne miejsce kultu religijnego, sięgającego czasów pogańskich.

Wewnątrz drewnianego ogrodzenia stoją: kaplica z 1990roku, kilka drewnianych i kamiennych krzyży, kapliczki szafkowe oraz duży drewniany świątek. Do jednego z drewnianych krzyży, wyraźnie bardzo starego, przybita jest miedziana tabliczka z informacją, że krzyż został wystawiony przez nawróconych, ochrzczonych Jaćwingów z drużyny Skomęta w 1283 roku, przed wyruszeniem do Sambii,Krzyż, mimo że przez pogan palony i wrzucany do rzeki, cudownie ocalał i stoi do dziś. Pod tekstem na tabliczce podpisał się ksiądz Antoni Kochański, proboszcz parafii Janówka (już nieżyjący). Interesujący wygląd krzyż zawdzięcza również licznym drobnym pieniążkom wciskanym przez pielgrzymów w rozeschnięte drewno. W miejscu tym znajdował się kiedyś prawdopodobnie cmentarz cerkwi pw. św. Jana Chrzciciela, postawionej przez Bohdana Hrynkiewicza Wołłowicza, koniuszego grodzieńskiego, ok. 1514 roku, wkrótce po otrzymaniu nadania tej części puszczy od Zygmunta Starego.

Od wieków rokrocznie, w dniu św. Jana? 24 czerwca, odbywała się tu uroczystość, podczas której miejscowa ludność modliła się, zjadała rytualny posiłek, obmywała w rzeczce Jałówce (uważanej za cudownie leczniczą) i składała pod krzyżami ofiary w postaci pieniędzy i żywności oraz zawiązywała na nich ozdobne ręczniki. Obrzędy te miały najprawdopodobniej źródło w prawosławnym święcie Jordanu i były przywiezione przez ludność osadniczą w XVI w. Tradycja przetrwała do dnia dzisiejszego ? co roku na św. Jana w kaplicy odprawiana jest msza święta.

Legenda – Święte Miejsce.

Dwa kilometry na lewo od drogi ze Szczerby do Raczek, nad jeziorem Jałowe i rzeką Rospudą, znajduje się niezwykle uroczy, a przy tym bardzo tajemniczy zakątek, zwany Świętym Miejscem. Jest to niewielka polana, okolona wzgórkami, porośniętymi sosnowo-świerkowym, wysokopiennym lasem. Z pobliskiego wzgórza wypływa źródło, którego zimna i smaczna woda ma podobno cudowną moc. Ludzie wierzą, że po obmyciu się i napiciu leczy ona różne dolegliwości, tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Szczególną wagę zwracają stojące na tle majestatycznych świerków krzyże drewniane i kamienne. Jeden z nich zbity jest z bali drewnianych, w kilku miejscach nadpalony, z drobnymi monetami wetkniętymi w spękania.

Dziwna rzecz, że nikt nigdy tego miejsca nie poświęcał ani nie nadawał mu odpustów kościelnych, a mimo to jest ono święte tak z nazwy, jak i związanych z nim tradycji, zwyczajów i obrzędów, sięgających jeszcze czasów pogańskich. Zwłaszcza na świętego Jana odbywał się tu dorocznie wielki odpust z udziałem licznej rzeszy pątników, przybywających nieraz z bardzo odległych stron. W płynącym obok krzyżów strumyku obmywali się cierpiący na rozmaite choroby, pili wodę i zabierali do butelek. Kąpały się w nim także zdrowe dzieci, które zostawiały potem koszule w rzece, ażeby w przyszłości choroba ich ominęła, żeby już teraz odpłynęła z wodą. A cierpiący na bóle gardła i głowy obwiązywali chustkami krzyże w ich dolnej części; „zostawiali” – jak mówią starsi ludzie – w ten sposób chorobę.

Pod krzyżami składano ofiary w postaci darów naturalnych, a więc płótno, len, świece, wosk, miód, chleb, jaja, ser itp.; a pieniądze rzucano do skarbonki. Wszystko to zabierała później służba kościelna z pobliskiej Janówki.

Dawno, dawno, bardzo dawno temu, a może jeszcze wcześniej, tak że najstarsi nawet ludzie tego nie pamiętają, pasła jakaś staruszka krowy w pobliżu polany. Słynęła z pobożności, życzliwego dla wszystkich serca i ogromnej pracowitości. Któregoś dnia, jak zwykle, przyprowadziła krowy na swoje miejsce. Krowy się pasły, a ona zajęła się zbieraniem ziół w lesie.

Nagle spostrzegła, że wokół dzieje się coś dziwnego. Cała polana zalana został wielką niesamowitą oślepiającą jasnością, która ogarnęła bór, rzekę, łączkę i rosnący nie opodal dąb. I wówczas to objawił się staruszce święty Jan.

Wystraszona, czym prędzej przypędziła krowy do domu. O wszystkim opowiedziała swoim najbliższym. Ci zaraz udali się do miejscowego proboszcza, aby powiedzieć mu o niecodziennym zjawisku . Razem z księdzem poszli na łączkę, gdzie znaleźli figurkę świętego Jana. Uznano to za cud, a polankę nazwano Świętym Miejscem . Ze starego, pamiętającego jeszcze czasy pogańskie, obalonego podczas owej Światłości dębu zrobiono krzyż, który potem czczony był najwięcej.

Wiele lat temu, jeszcze za panowania carskiego, mieszkał w pobliskich Kuriankach leśniczy Rosjanin, któremu nie podobały się stojące na polanie krzyże. Wezwał więc swoich parobków i nakazał im, aby je pościnali i wrzucili do płynącej obok Rospudy. Gdy słudzy spełnili jego polecenie i spuścili krzyż do wody, stało się coś dziwnego. Nie popłynęły one z prądem rzeki, lecz trzymały się mocno brzegu. Wówczas rozwścieczony leśniczy rozkazał siłą odepchnąć je od brzegu. Nadaremnie jednak, bo krzyże nadal trzymały się Świętego Miejsca. Rosjanin dał za wygraną, a miejscowa ludność ustawiła krzyże na dawnych miejscach. /opr. Ryszard Młodzianowski/